wtorek, 31 grudnia 2013

One shot 'New Year's Eve night'

Dj Antoine - House Party

   Sylwester. Ostatni dzień starego roku. Ten dzień lubię chyba najbardziej. Mogę się napić i nikt mi tego nie zabroni. Zazwyczaj towarzystwo, które było ze mną tej nocy też było pijane.  Chociaż nie zawsze mogliśmy go spędzać w domu, ale bardzo nie lubiłem koncertować w ten dzień. Na moje szczęście tego sylwestra mogłem spędzić jak chciałem, czyli na kanapie z dużą ilością alkoholu. Byłem w domu prawie sam. Liam wyszedł gdzieś z Danielle. Zayn porwał Nialla na imprezę do Perrie, a w domu zostałem tylko ja i Harry. Wiedziałem, że pewnie nigdzie nie wyjdzie. Może w duszy nawet na to liczyłem. Nie chciałem przesiedzieć całego wieczoru sam z butelką czegoś mocniejszego w ręku. Z nim przynajmniej mógłbym porozmawiać.
   Gdy nadeszła godzina osiemnasta, postanowiłem wziąć prysznic i jakoś się wystroić na przywitanie nowego roku. Zamiast szybkiego prysznica zdecydowałem się na długą kąpiel. Było idealnie ciepła woda, zapach ulubionego płynu i ja. Właśnie takie kąpiele sprawiały, że od razu stawałem się innym człowiekiem. Nawet nie zauważyłem, że siedzę tam już 45 minut, więc żeby się całkiem nie pomarszczyć, wyszedłem z wanny. Osuszyłem ciało i włosy. Okręciłem się ręcznikiem i podążyłem do drzwi. Wychodząc zauważyłem, że w tym samym momencie swoją kąpiel zakończył szanowny pan Styles. Zaczęliśmy się śmiać. Ja z niego, a on ze mnie. Jego włosy - każdy w inną stronę, zresztą pewnie dokładnie tak jak moje.
- Widzimy się za 20 minut na dole. - powiedział do mnie
- Tak, chyba tak. - z niewiadomej mi przyczyny zmieszałem się 
   Poszedłem do swojego pokoju, skierowałem się do szafy, a tam dopadł mnie największy dylemat, mianowicie "w co mam się ubrać?". Długo stałem przed lustrem przymierzając różne zestawy ubrań. Zdecydowałem się założyć czarne, obcisłe rurki, szary podkoszulek i dżinsową koszulę z podwiniętymi rękawami. Ułożyłem włosy i zszedłem na dół, gdzie czekał na mnie loczek. Ubrany był w bardzo abstrakcyjną koszulkę na widok, której nie mogłem się powstrzymać od śmiechu i także czarne rurki.
- Co cię tak śmieszy? - zapytał zdziwiony moją reakcją
- Twoja koszulka. - skwitowałem 
- Nie znasz się. Chcesz coś zjeść? Co robimy? - spytał
- Mój plan na dzisiejszy wieczór to: zjeść, wypić i nie mieć kaca, jednym słowem robimy co nam przyjdzie na myśl. - odpowiedziałem lekko 
- To trzymaj. - powiedział i podał mi tacę pełną misek z przekąskami - Obejrzymy jakiś film, pogadamy, a później się zobaczy.
Podczas oglądania jakiegoś beznajdziejnego filmu, który szczerze mnie nie interesował, ale widziałem, że Harry'emu się podoba, więc nic nie mówiłem. W czasie filmu wypiliśmy dość dużo wina. Czułem jak w mojej krwi krąży coraz to większa ilość alkoholu. 
- Mogę cię o coś zapytać? - zapytał Harry
- Jasne. - odparłem
- Czy uważasz, że ten rok był udany? - powiedział
- Myślę, że tak. Wszystkie koncerty się udały. Mamy coraz więcej fanów. Szkoda tylko, że nie znalazłem tej wyjątkowej dziewczyny. Chciałbym, żeby ktoś tak po prostu mnie pokochał i żeby był i mnie wspierał. - powiedziałem a Harry dziwnie posmutniał
Gdy przy następnym filmie opróżniliśmy kolejne 2 butelki wina, Harry przysunął się do mnie i mocno przytulił.
- Harry, coś się stało? - zapytałem, a on tylko podniósł na mnie wzrok i wpatrywał się w moje oczy. Po chwili jeszcze bardziej zmniejszył dystans między nami. Nasze twarze dzieliła minimalna odległość, wtedy on zrobił pierwszy krok - pocałował mnie. Na początku byłem zdziwiony, ale jego ciepłe usta tak przyjemnie pieściły moje wargi, że postanowiłem oddać mu pocałunek. Kiedy oderwał się ode mnie, aby zaczerpnąć powietrza, zobaczyłem w jego oczach iskierkę pożądania. Nie wiedziałem jak mam to przyjąć. Harry znowu zatopił się w moich wargach. Przyjemność rosła z sekundy na sekundę. Pocałunek był czymś niezwykłym, a ja pragnąłem tego coraz bardziej i bardziej. Gdy wymienialiśmy się coraz bardziej namiętnymi pocałunkami postanowiliśmy się przenieść do mojej sypialni. Tam nawet nie zauważyłem, kiedy byłem już nagi. Harry błądził swoimi rękami po całym moim ciele. Po każdym jego dotyku czułem ciepły dreszcz. To wszystko stawało się coraz bardziej przyjemne i namiętne. Chłopak scałowywał sobie ścieżkę od mojej szyi w dół. Wziął mojego penisa w rękę i zaczął powoli nią poruszać. Jego dotyk był zniewalający czułem się niesamowicie. Po chwili jednak zaprzestał swoich ruchów. Jęknąłem z niezadowolenia, a wtedy poczułem coś ciepłego na swoim penisie. To były jego usta. Wiłem się pod nim, co róż wypychając swoje biodra do góry. Wplątałem swoje dłonie w jego loki i nadałem loczkowi odpowiedniego dla mnie tępa.
- Ha.. Harry ja.. ja zaraz dojdę. - wysapałem czując, że jestem już na krawędzi. Myślałem, że odsunie się ode mnie, ale on tylko przyśpieszył swoje ruchy. Doszedłem w jego ustach. Byłem całkowicie spełniony, al gdy tylko otrząsnąłem się po swoim orgazmie dostrzegłem Harry'ego, który kręcił się na łóżku. Ułożył się za mną i lekko całował po ramieniu, schodził coraz niżej całując mój kręgosłup. Poczułem coś dziwnego blisko mojego wejścia, gdy zorientowałem się, że to nabrzmiały penis loczka, jęknąłem.
- Nie bój się nic nie będzie bolało. Tylko się rozluźnij. - wyszeptał mi prosto do ucha
próbowałem się rozluźnić, kiedy on bez żadnego uprzedzenia wszedł we mnie. Bolało. Bardzo bolało! Poruszał się we mnie bardzo agresywnie i szybko, co sprawiało jeszcze większy ból, do chwili, w której ten straszny ból zamienił się w przyjemność. Chłopak chwycił mojego penisa i poruczał nim w rytmie swoich pchnięć. Przyjemność zalewała mój umysł, a nasze krzyki z podniecenia zalewały cały pokój. Czułem, że zbliżam się do końca. Nie mogąc dłużej wytrzymać tej fali podniecenia doszedłem, a zaraz za mną Harry. Gdy tylko wszystko ustało, usłyszeliśmy, że za oknem strzelają fajerwerki. Nowy rok! 
- Wszystkiego najlepszego z okazji nowego roku. - powiedział i cmoknął delikatnie moje usta - A to był taki przyjemny prezent z tej okazji. 
- Kłamałeś! - krzyknąłem z poważną miną - Bolało!
- Żałujesz? - spytał z niewinną miną. Dobrze wiedział, że nie.
- Nie, ale powiem ci, że chyba znalazłem osobę, która w 100% mnie zadowala seksualnie. - zażartowałem
- Ja chyba też. - powiedział i lekko mnie pocałował. Leżeliśmy jeszcze chwilkę. On wtulony w moją pierś, a ja trzymający go kurczowo w swoich objęciach. Po chwili zasnęliśmy w pełni pogrążając się w krainie Morfeusza.
__________________________________________
Witajcie Kochani! Tak na początku chciałyśmy wam WSZYSTKIE NAJLEPSZEGO Z OKAZJI NOWEGO ROKU. Żeby w tym nadchodzącym 2014 roku spełniły się wasze najszczersze marzenia, pragnienia, żebyście byli szczęśliwi i robili to co chcecie, a no i oczywiście ujawnienia się Larry'ego. Tutaj macie taki mały prezencik ode mnie i od Vicky ( napisałam go sama, bo Vicky oczywiście weny by nie miała xD). Myślę, że wam się spodoba to był impuls! Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego
Enjoy <3

wtorek, 24 grudnia 2013

Życzenia Świąteczne

Witajcie, misiaki! :**
Ponieważ dzisiaj tak piękny dzień chciałam wam złożyć życzenia <333 Wesołych Świąt, wieeelu prezentów pod choinką, szczęścia w nadchodzącym roku, udanego Sylwestra, no i oczywiście spełnienia marzeń ;* Hmmm, ach, i ujawnienia się Larry'ego ; ) Mam ogromną nadzieję, że świąteczny shot się wam podobał...
Kolejnym powodem do świętowania są 22 urodzinki Louis'ego <3 Nadal nie mogę uwierzyć, że on już ma tyle lat... Pamiętam jak jeszcze w X-Factorze mówił, że nie chce dorosnąć :') Ten czas zdecydowanie za szybko mija. I jeszcze, wiem, że Lou tego nie przeczyta, ale Wszystkiego najlepszego, Boo Bear! <3

Ps. Chciałam dać jakieś świąteczne zdjęcia, ale jestem na tablecie i mi się nie chcą załadować... ;/
Jeszcze raz Wesołych Świąt!! ;))
Lots of love, Wiktoria <3

niedziela, 22 grudnia 2013

One shot: "Marry me for Christmas ♥"

Witajcie, Kochani! ♥
Oto jesteśmy z niespodziankowym shotem. Wyszedł według nas całkiem spoko i mamy nadzieję, że spodoba się wam prezent. Pierwszy raz pisałyśmy scenę  +18, a co za tym idzie,  jest ona trochę kiepskawa i niedopracowana. Spędziłyśmy nas tym shotem  wiele dni i wieczorów starając się napisać coś fajnego. A więc nie przedłużając, życzymy Wam Wesołych Świąt , wielu prezentów pod choinką i spełnienia marzeń. WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI! ♥
Miłego czytania :) Enjoy !
 Vicky and Carla

(Święta w nas)
- Chłopaki, no! - krzyknął z dołu Liam- Pośpieszcie się! Jeśli zaraz nie wyjdziemy to nic nie kupimy.
- Już idziemy Liam! - krzyknął jeden z nich
- Tsaa... Słyszę to już od jakiś 20 minut - zakpił chłopak
- Oj... tam. Już jesteśmy. - odparł Harry
- Nareszcie! - powiedział  Liam - Chodźcie. Najpierw pójdziemy na zakupy, a potem czeka nas wieeeelkie sprzątanie.
- Liam, przynudzasz. Odpuść sobie chociaż przed wigilią. - wytknął Zayn
Dla piątki chłopaków zakupy były torturą. Jak popularny zespół może wejść do sklepu nie zauważony? Jednak tą gwiazdkę mieli spędzić wspólnie, tak normalnie - jak zwykli ludzie. Mieli kupić sobie prezenty, przeżyć tą całą "świąteczną gorączkę". Chłopaki, jak to oni po długich zmaganiach, kilku ucieczkach i interwencji Paul'a zrobili zakupy i wrócili wykończeni do domu.
- Idę zrobić sobie herbatę. Chcecie coś do picia? Do jedzenie, Niall? - spytał Harry kierując się do kuchni
- Tak, możesz mi przynieść te pyszne chrupki z drugie szafki na górze, po lewej. Proszę? - krzyknął za nim Nialler
- Tak, mogę. Ktoś jeszcze coś chce? - spytał Harry
- Nie, chyba nie. - odrzekł Zayn
Zmęczona piątka chłopaków odłożyła sprzątanie na kolejny dzień, po czym padli ze zmęczenia.
<------- Następnego dnia ------->
- Pobudka!!! - Liam krzyczał wchodząc do pokoju każdego z nich - Musimy dzisiaj posprzątać. Jutro przyjeżdżają nasze rodziny.
- Li, wiesz, że możesz zamówić ekipę sprzątającą. - wymruczał śpiący Zayn
- Tak, wiem, ale to już nie będzie to samo. To nie będą te same święta. - odparł Liam
- No dobra, jak chcesz. - uległ Zayn nie chcąc się z nim sprzeczać
po śniadaniu wszyscy rozeszli się do swoich pokoi i rozpoczęli sprzątanie.
- Pomóc ci, skarbie? - powiedział Harry, stojąc w progu drzwi do pokoju Louis'ego.
- Nie, przecież ty też musisz posprzątać swój pokój. - odparł Louis.
- Tak wiem, ale w przeciwieństwie do twojego pokoju mój był czysty. - powiedział Harry.
- Naprawdę? - spytał sarkastycznie Louis. - To pewnie, dlatego że większość czasu śpisz u mnie.
- Nieprawda... Ja śpię tu zawsze! - zaśmiał się Harry - Tu zawsze pachnie tobą, a do tego uwielbiam patrzeć gdy śpisz, gdy jesteś wtulony w moje piękne, umięśnione ramię, gdy grzywka zakrywa twoje oczy, które tak kocham. Jesteś wtedy taki... taki idealny. Nie mogę spać nigdzie indziej niż przy tobie.
- Hazzuś? - rzekł Lou
- Tak? - odparł Hazz
- Nie czaruj,tylko bierz się za wycieranie kurzy, - powiedział Lou i pocałował chłopaka w czoło
- Ty to potrafisz wszystko zepsuć. - skrytykował go Harry
-  Za to ty jesteś doskonały- odrzekł Louis
- Nom - odparł Harry i popchnął go na łóżko. Zaczął delikatnie całować Louis'ego w szyję, przygryzł lekko skórę na jego obojczyku. Louis jęknął po czym powiedział :
- Złaź ze mnie albo zacznę krzyczeć
Harry na chwilę oderwał się od chłopaka.
- To krzycz. - odparł i wrócił do poprzedniej czynności
- Aaaaa... Pomoooocyyy! - krzyczał Tommo
- Co się stało? - spytał Niall, kiedy reszta zespołu wparowała do pokoju Louis'ego
- Zdejmijcie go! On chce mnie zgwałcić! - krzyczał pod nim Lou
- Chłopaki. Te wasze zagrania i fantazje łóżkowe znosimy już w nocy. Może moglibyście sobie darować i nie wciągać nas w nie w ciągu dnia. - zakpił Zayn
- Zayn, mój przyjacielu. Zdejmij go ze mnie, a zrobię wszystko co tylko będziesz chciał. - błagał Tommo
- Wiesz co?! Takie propozycje  do niego? - zakpił Harry - Nie wiedziałem, że mnie zdradzasz.
- Harry, tak mi przykro. Musieliśmy się ukrywać, żeby nie zranić twoich uczuć. Wybacz nam- zaśmiał się Zayn - A teraz może zejdziesz z mojego chłopaka?
- Dobrze, ale mogę zadać jedno pytanie Lou? - powiedział Hazz i zwrócił swój wzrok na Louis'ego - Czy jak obciągałem ci na tylnym siedzeniu naszej limuzyny, myślałeś o mnie czy o nim, bo jęczałeś jak opętany. - powiedział Hazz
- Koniec. Wysiadam. Harry jesteś obleśny, nigdy więcej nie siądę na tylnym siedzeniu. - krzyknął Zayn wychodząc z pokoju Lou
- Jesteś okropny. Dzisiaj spisz u siebie! - krzyknął Louis i zaczął wierzgać nogami, żeby zrzucić z siebie Harry'ego
- Ah... - westchnął Liam i wyszedł, a za nim podążył Niall
- Louis? Ty mówisz poważnie?- spytał smutnie Harry
- Tak, mówię poważnie. Dzisiaj śpisz u siebie. Jesteś okropny. -westchnął Tommo
- A ty jesteś gorszy od kobiety podczas okresu. - odparł Harry i zszedł z chłopaka. Odwrócił się w kierunku drzwi. W pewnej chwili poczuł na swoim ramieniu dłoń chłopaka.
- A czy kobieta zrobiłaby tak? - walnął chłopaka w twarz po czym zaczął go całować
- Nie..., kobieta zrobiłaby to mocniej. - zaśmiał się Hazz i pogłębił ich pocałunek
- Jesteś okropny i za to cię kocham Harry.
- Wiem Lou, wiem. Ja też siebie* kocham.
- Aaa.. masz. - krzyknął wkurzony LouLou waląc Harry'ego poduszką
- Oooo.. nie! Teraz to już przegiąłeś. - powiedział Styles oddając Luouis'emu
- Ałłł...to bolało. - pisnął Tomlinson
- Lou, ja nie chciałem. - zmartwił się Harry
- Aaa.. masz- Lou wziął poduszkę i z całej siły walnął chłopaka, gdy on podszedł wystarczająco blisko
- Ty podstępna żmijo! - zaśmiał się Harry i rzucił go nas łóżko. Przez chwilę patrzyli sobie głęboko w oczy, po czym złączyli swoje wargi w namiętnym pocałunku.
- Dobra, koniec tego dobrego. Musimy tu ogarnąć. - rzekł Lou odrywając się od Harry'ego
- Oh... no dobra, ale jak w nocy nabałaganimy to nic się nie stanie? - zaśmiał się Harry
- Hazz!
- No dobra, już nic nie mówię .
Zaczęli wspólne sprzątanie. Przerywali je na przemian pocałunkami, kłótniami, czy też tymczasowymi rozstaniami, jednak ich pokój lśnił. Byli z siebie zadowoleni. Znużeni sprzątaniem, bez żadnej kolacji poszli spać zamknięci w ścisłym uścisku swoich ramion.
<------- Dzień przed Wigilią (23.12) ------->
- Gdzie Harry? - spytał zmartwiony Louis
-Wyszedł godzinę temu. Powiedział, ze musi coś pilnie załatwić i że to zmieni jego życie. - powiedział Niall
- Dziwne, nic mi o tym nie mówił. - Louis spojrzał jeszcze raz na Nialla - Chcesz coś do jedzenia, bo właśnie ide do kuchni?
- Tak, przynieś mi lody czekoladowe. - odparł Niall
- Dobrze. - rzekł Lou
- Dziękuję.
- Niall? - spytał Louis siadając obok irlandczyka - Czy Harry mówił coś jeszcze?
- Nie wydaje mi się. - odparł Nialler
- A kiedy przyjeżdżają nasi rodzice? - Louis szybko zmienił temat
- Moi i Liama dzisiaj wieczorem, a twoi, Harry'ego i Zayna jutro po południu. - powiedział Niall wracając do oglądania jakiegoś nudnego, świątecznego programu w telewizji
- Ah..

- Już jestem! - krzyknął Harry wchodząc do domu. Ominął salon, w którym siedział Louis z Niallem i zamknął się u siebie w pokoju.Chłopak nie wyszedł z niego przez cały dzień. Przez drzwi było słychać tylko stukot klawiatury od laptopa. Louis ze zmartwioną miną ruszył wzdłuż korytarza. . Zatrzymał się na chwilę przy drzwiach prowadzących do pokoju Styles'a. Po chwili jednak ocknął się i ruszył dalej do swojego zacisza. Postanowił zatopić się w świecie internetowych plotek i kłótni na temat jego osoby oraz na temat czy Larry jest prawdziwy czy nie. Oglądają wszystkie posty natknął się na post Harry'ego





Louis chciał to jakoś skomentować, ale wszystko co napisał wydawało mu się nieodpowiednie. Znużony czytaniem kolejnych fałszywych pogłosek na swój temat zasnął.
<------- (24.12) Wigilia ♥ ------>
Harry nie spał dziś z Louis'm. Nie zszedł też na śniadanie. Dzień minął chłopakom leniwie na witaniu się z rodziną. Wszyscy rozmawiali ze sobą, ale Harry nawet nie spojrzał na Lou. Czy między nimi coś się popsuło? Harry cały czas załatwiał coś przez telefon lub internet. Nikt nie rozumiał jego zachowania. Gdy nadeszła pora kolacji Hazza poprosił wszystkich do salonu.
- Louis, możesz usiąść? Ponieważ zaraz powiem ci coś na co twoja reakcja może być różna, a nie chcę żebyś doznał jakichś obrażeń.
Zdezorientowany chłopak usiadł. Wtedy Harry uklęknął tuż przed szatynem, a wszyscy (no, może oprócz Lou) wiedzieli co się szykuje.
- Kochanie, byłeś ze mną przez te całe dwa lata. Troszczysz się o mnie, jak o porcelanową lalkę. Wytrzymujesz moje droczenie się, wyśmiewanie, humory lub nieodpowiednie komentarze przy chłopakach. - Louis na ostatnie słowa Loczka zrobił zakłopotaną minę, spojrzał na chłopaków i znów skierował swój wzrok na Harry'ego. - Jesteś ze mną pomimo, że zakazano nam obnoszenia się ze swoją miłością. Trwasz przy mnie tak, jak ja chciałbym trwać przy tobie. Dlatego mam dla ciebie jedno kluczowe pytanie. LouLou, czy uczynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i zgodzisz się spędzić ze mną resztę swojego życia? - powiedział i wyciągnął z kieszeni pierścionek dla Louis'ego.
Chłopak zamarł, a po jego policzku spłynęła samotna łza. Łza szczęścia, oczywiście.
- Lou, nie płacz. - powiedział Hazz.
- Harry, jak mam nie płakać, gdy właśnie spełnia się moje największe marzenie? - wydukał Louis i rzucił się na Harry'ego oplatając nogi wokół jego talii. Złożył delikatny pocałunek na jego czole, a potem zaczął obdarowywać pocałunkami całą twarz Harry'ego.
- Czy to oznacza, że mówisz 'Tak'? - spytał niepewnie Lokaty.
- Nie. - odparł Lou. - To znaczy 'taaak', bardzo, bardzo 'taaak'.
- Louis! Jak mogłeś mnie tak nastraszyć? - fuknął Hazz.
- Pragnę się z tobą zestarzeć, babycakes. - szepnął Louis do ucha ukochanego.
Wszyscy w salonie zaczęli wiwatować i gratulować chłopakom odwagi i zdecydowania się na tak trudny i ogromny krok. Będą ze sobą zaręczeni, ale nadal będą musieli się ukrywać. I jeszcze do tego wszystkiego udawana 'dziewczyna' Louis'ego, Eleanor... Wszyscy wiedzieli, że ich dalsze życie będzie jeszcze trudniejsze niż w momencie, gdy byli tylko parą, ale czego nie robi się dla miłości swojego życia. Jednak nikt o tym nie wspomniał, nikt nie chciał psuć tak pięknej i ckliwej chwili.
- Musimy to uczcić! - krzyknął Zayn i wyjął z szafki dwie butelki drogiego szampana.
- Zdrowie chłopaków! Niech wytrwają w tym związek tak długo, jak Lou będzie wcinał te swoje marchewki. - zaśmiał się Liam. Goście wznieśli za nich toast i usiedli do stołu.
<------ Około godziny 24 ------>
- Idziecie z nami na pasterkę? - zapytała mama Louis'ego.
- Raczej nie, Louis śpi, a ja jestem zmęczony i trochę źle się czuję. Chyba za dużo zjadłem. - odpowiedział Harry, u którego na kolanach spał Lou.
- Dobrze, rozumiem. - powiedziała Johanna i pocałowała Hazzę w czoło. - Idźcie spać.
- Dobrze. - odparł Harry.
Gdy tylko wszyscy wyszli Harry zaczął budzić Louis'ego delikatnymi pocałunkami. Nie zamierzał zakończyć tak pięknego dnia wpatrywaniem się w śpiącego chłopaka.
- Lou, skarbie. Kochanie, obudź się. - mówił nie przerywając obdarowywania twarzy narzeczonego pocałunkami.
- Mmm... Nie widzisz, że śpię, ty... Łosiu. - wymamrotał BooBear nie otwierając oczu.
- Łosiu? Lou, z tobą wszystko ok? - zadrwił Hazz. - Kiedyś byłeś bardziej twórczy, a do tego nie myślisz chyba, że tak zakończę dzisiejszy wieczór. - powiedział Loczek unosząc brew.
- Tak, czyli jak? - spytał Lou.
- Czyli, że ty śpisz u mnie na kolanach, a ja patrzę na twoje malinowe, pełne usta, wyobrażając sobie co w tej chwili mogłyby robić. - Harry popatrzył na Louis'ego znacząco.
- Hmm... Myślisz, że jak mi się oświadczyłeś to muszę robić co sobie Jaśnie Pan wymarzy? - spytał Tommo, całkowicie ignorując podtekst ukryty w słowach Harry'ego.
- Tak. - rzekł stanowczo Harry.
- Aha, to dobranoc! - odburknął Lou odwracając się tyłem do ukochanego.
- Na twoim miejscu nie odwracałbym się do mnie tyłem. - powiedział i  zaczął dobierać się do paska od spodni Louis'ego.
- Zabieraj łapy, zboczuchu! - zaczął się szamotać i wyrywać Tomlinson.
- Ja tu do ciebie z taką propozycją, a ty i z takim tekstem wyjeżdżasz? - westchnął Hazz.
Harry odwrócił się bokiem do Lou udając obrażonego. Siedzieli tak w ciszy przez kilkanaście sekund, gdy nagle Harry poczuł na swoich udach dłonie sunące w górę i dół.
- Wiesz, po dłuższym zastanowieniu spodobała mi się twoja propozycja - wymruczał Louis do ucha kędzierzawego chłopaka, na co drugiemu zrobiło się gorąco.
- No to na co czekamy? - zaśmiał się Harry zduszonym przez podniecenie głosem.
Harry wstał z kanapy, a Loueh rzucił się na niego oplatając nogami biodra młodszego. Lokaty skierował się do sypialni szatyna przez całą drogę molestując usta młodszego. Gdy znaleźli się w pokoju Harry nie puszczając Louis'ego zamknął kopniakiem drzwi i wolną ręką je zakluczył. Podszedł do łóżka i delikatnie położył na nim Lou. Sam zaś zdjął koszulkę i spodnie. Pochylił się nad Lou i ściągnął z niego jeansy. Następnie wczołgał się na łóżko i usiadł okrakiem na biodrach starszego chłopaka. Bez zastanowienia wpił się w malinowe wargi szatyna. Gdy zabrakło im tlenu oderwali się od siebie, a Hazz zaczął składać pocałunki od linii szczęki aż do szyi Louis'ego. Gdy dotarł do obojczyka chłopaka leżącego pod nim zassał się na nim robiąc mu malinkę. Louis jęknął na sposób w jaki Harry wpijał się w jego szyję. Po kilkunastu sekundach kędzierzawy ukończył swoje dzieło i odsunął się troszeczkę, by móc je podziwiać. Ponownie złożył kilka pocałunków na szyi mniejszego, lecz w pewnym momencie przeszkodziła mu w tym koszulka chłopaka zasłaniająca znaczną część jego ramion i klatki piersiowej.
- Ona nie będzie nam już potrzebna. - wymruczał seksownym głosem do ucha Lou i jednym sprawnym ruchem ściągnął z niego koszulkę, która wylądowała w kącie pokoju. Harry znowu wrócił do scałowywania ścieżki od szyi szatyna do gumki bokserek. Gdy składał ostatni pocałunek tuż przy linii czarnych bokserek Louis'ego ten nie mogąc wytrzymać ociągania Hazzy, przejął inicjatywę. Przekręcił ich tak, że teraz to on górował. Nie chciał bawić się w żadne gry wstępne, był zbyt podniecony. Jego erekcja gniotła się w za ciasnych już bokserkach i nie miał zamiaru dłużej czekać. Sięgnął do szafki nocnej po truskawkowy lubrykant jednocześnie pozbywając się bokserek ukochanego. Jak się okazało penis Loczka był w podobnym stanie co jego. Nie chcąc przedłużać wycisnął trochę płynu na swoje dłonie i wsmarował go w swojego penisa. Rozłożył nogi Hazzy i ustawił się między nimi w wygodnej dla obydwu pozycji. Gdy tylko Harry poczuł penisa Louis'ego tuż przy swoim wejściu nieznacznie się spiął. Louis starając się nie sprawiać bólu młodszemu chłopakowi wszedł w niego jednym ruchem. Jęknął na ciepło, które go przywitało i nie ruszył się nawet o milimetr chcąc, by Hazz przyzwyczaił się do tego uczucia.
- Lou, proszę, pieprz mnie! - jęknął przeciągle Harry, prosząc o więcej.
Louis usłyszawszy słowa chłopaka zaczął powoli poruszać się w jego wnętrzu. Na początku tempo pchnięć było wolne, ale po kilku minutach i wielu jękach Harry'ego, które utwierdziły go w przekonaniu, że nie sprawia mu bólu, znacznie przyspieszył. Obydwoje jęczeli jak opętani i w tym momencie byli wdzięczni gościom, że wybrali się na pasterkę i nie zostali w domu. Louis narzucił najszybsze tempo i poczuł, że niedługo eksploduje. Spojrzał na penisa Loczka, który wręcz żebrał o jego dotyk. Nie zmniejszając tempa wziął członka Harry'ego w dłoń  i zaczął obciągać mu w rytmie swoich pchnięć. Penis kędzierzawego zaczął pulsować i po kilku ruchach dłoni Lou, chłopak wystrzelił spermą wprost na brzuch narzeczonego. Dosłownie w tym samym momencie Louis doszedł we wnętrzu Harry'ego. Zmęczeni opadli na łóżko składając na swoich wargach czuły i leniwy pocałunek.
- Kocham cię, Lou. - wyszeptał Harry złączając ich palce w jedność.
- Ja ciebie też kocham, skarbie. - odpowiedział Louis uśmiechając się do chłopaka czule.
Harry przykrył ich kołdrą uprzednio pozbywając się resztek swojej spermy z brzucha ukochanego i obydwaj zasnęli wtuleni w siebie.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ogłoszenia parafialne ;DD

   Naprawdę ogromnie was przepraszam, że od tak dawna nie pojawił się drugi rozdział mojego opowiadania, ale powodem tego jest brak weny i czasu. Czasem jak najdzie mnie wena i chcę napisać rozdział to nie mam jak. Wracam ze szkoły, odrabiam lekcje i jeśli uda mi się je odrobić przed 22:00, jestem tak wyczerpana po całym dniu, że nie mam siły wziąć do ręki długopisa. Kolejnym problemem jest brak dostępu do kompa, nawet jeśli miałabym napisany rozdział, trudno byłoby mi go wstawić, bo moi rodzice uważają, że muszę się uczyć a nie zajmować głupotami ;c Chyba każdy z was ma teraz sporo nauki i mam nadzieję, że mnie rozumiecie ;) Zwłaszcza, że to już druga klasa gimnazjum + szykuję się do bierzmowania i przez cały październik musiałam chodzić na różaniec, a teraz na roraty (nie ma to jak wstawanie o 5:30 :P).
   Już teraz mogę powiedzieć, że przed świętami rozdział się nie pojawi, gdyż aktualnie skupiam się na świątecznym one shocie, który piszę razem z Karoliną. A co do tego shota, proszę weźcie udział w ankiecie i wyraźcie swoje zdanie, na czym bardzo nam zależy <333 Mamy ogromną nadzieję, że prezent się wam spodoba i że się wyrobimy przed świętami :) Trzymajcie kciuki! :*
   Chciałam też podziękować osobom, które komentują każdy nasz post i są tu z nami ♥ Dziękuję wam ;* Nawet nie wiecie jak ciepło mi się robi na sercu jak czytam każdy komentarz. Dziękuję, że jesteście!! ♥♥♥ Chciałabym was tak mozno wyściskać :D Virtual Hug ♥
                                                                                                                          Pozdrawiam, Vickcia ;)))

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 4 "Shadow of truth"

Nirvana - Smells Like Teen Spirit

*** Oczami Louis'ego***
     - Harry nie odzywa się od miesiąca. Nie mogę go nigdzie złapać. Unika mnie. Czemu to robi? - zaczął zwierzać się Louis
- Nie wiem, ale to chyba chodzi o moje zachowanie na naszym wspólnym spotkaniu. Może nie powinnam poruszać tematu jego zachowania. - odpowiedziała Laura
- Sam już nie wiem. - odparł
- Czy mi się wydaje, czy tobie na nim zależy? - spytała z zadziornym uśmiechem
- Wiem, że mogę ci ufać, ale to co teraz powiem musi zostać między nami. - powiedział poważnie Louis
- Dobrze, już się boję co usłyszę. - odparła
- Ja nie jestem taki jak inni chłopcy, mężczyźni. Ja, jestem... gejem. - wydusił wreszcie
Laura zaczęła się śmiać.
- Wiedziałam. I jeszcze brakuje mi tylko potwierdzenia, że czujesz coś do Harry'ego
- Yyy.. skąd? Jak? Gdzie? Jak się dowiedziałaś? Nikomu nie mówiłem. - wykrzyczał zdziwiony
- Kobieta to czuje. - odpowiedziała dziewczyna
- Konkrety proszę. - zaśmiał się Lou
- Po pierwsze znasz się na modzie lepiej niż najbardziej stylowy chłopak w naszej szkole. - Louis zrobił kwaśną minę - No przecież żartuję. Poznałam się po tym, że cały czas szukasz Harry'ego. Czekasz na niego, mówisz o nim i jak się domyślam to myślisz też o nim.
Wszystko się zgadzało, jednak Louis nie mógł się do tego przyznać. Przecież dopiero powiedział jej, że jest gejem. Nie mogę jej od razu powiedzieć, że szaleję za Harry'm.
- Nic takiego nie był. Po prostu chciałem się z nim zaprzyjaźnić, bo wydaje się być bardzo ciekawym człowiekiem, ale cóż nie wyszło. - przyznał z nutką smutku Louis
- Tsaa.. gdybyś chciał mógłbyś się zaprzyjaźnić nawet z yetim. - zaśmiała się Laura
Po tym zdaniu zaczęli się śmiać i poszli dalej. W drodze powrotnej do domu w głowie Louis'ego kreowało się dużo myśli i postanowień. Jednym z nich była kolejna próba zbliżenia się do Harry'ego.

*** Oczami Harry'ego***
- Czy moje życie nie mogło toczyć się swoim tempem? Nie mogłem dalej żyć sam, bez zmartwień? I te twoje piękne błękitne oczy, w których można by utonąć jak w morzu. Twoje włosy, które tak bardzo proszą się, abym je głaskał swoją dłonią. I dlaczego muszę cię unikać... bo wariuję na twój widok. Gdybyś tylko wiedział kim jestem i jak bardzo mogę ci zaszkodzić. Och.. Anne ty byś wiedziała co mam teraz zrobić. Tak bardzo mi ciebie brakuje!
Harry leżał na swoim łóżku dalej rozmyślając o lazurowych oczach oraz o całej osobie Louis'ego.
- Muszę z nim pogadać! Muszę usłyszeć ten jego piękny głos. - kontynuował swój monolog Harry

Następnego dnia Harry i Louis szukali się nawzajem. Gdy jeden z nich wchodził na górę, drugi schodził na dół. W taki sposób krążyli po szkole. Kiedy Harry postanowił się poddać, usiadł na ławce. Własnie wtedy Louis go znalazł. Serce Louis'ego zaczęło bić szybko i nierówno. Dopiero teraz podczas gdy szedł w stronę Harry'ego zastanawiał się co mu powie? Jak zacznie rozmowę? Usiadł obok chłopaka i czekał.
- Cześć. - rzekł Harry, próbując ukryć swoje szczęście, co bardzo dobrze mu wychodziło.
- Cześć! Co u ciebie? - zapytał nieśmiało Louis, a jego serce chciało wylecieć mu z piersi i powirować aż do nieba
- No raczej nic ciekawego. Jakoś żyję, jak widzisz. A u ciebie? - wymamrotał z udawaną obojętnością Harry
- U mnie, no cóż wszystko w porządku, ale nurtuje mnie pytanie, dlaczego wtedy wyszedłeś tak szybko i dlaczego tak długo się nie odzywałeś?
- No cóż, nie umiem ci tego wyjaśnić - odpowiedział - To nie jest takie proste.
- Zrobiłem coś źle? Nie lubisz mnie?
- " Nawet nie wiesz jak często o tobie myślę" - pomyślał Harry - To nie o to chodzi. Louis nie możesz tak myśleć. - powiedział
- To o co? Powiesz mi? - zapytał zniecierpliwiony Lou
- Nie, a przynajmniej nie tutaj. - odparł po dłuższej chwili Hazz
- Dobrze, czekaj tu na mnie za godzinę. Zapraszam cię do mnie na kawę, a wtedy wszystko mi wyjaśnisz. - powiedział Louis
- No dobrze.- zgodził się
Louis zrobił kilka kroków i odwrócił się w stronę ławki, lecz Harry'ego tam nie było. Zniknął. Zdziwiony Louis poszedł na lekcję geografii i błagał, żeby szybko się skończyła. Tak bardzo chciał być z Harry'm sam na sam. Po 45 minutach lekcja nareszcie się skończyła. Louis był strasznie zniecierpliwiony. Tak strasznie chciał usłyszeć kojący głos Harry'ego, spojrzeć w jego szmaragdowe oczy i poczuć się bezpiecznie. Chłopak nie potrafił tego wytłumaczyć, ale przy Harry'm czuł jakby nic inne nie istniało, jakby żadne zło nie mogło im zaszkodzić. Wyszedł przed szkołę i szukał wzrokiem Harry'ego
- Kogoś szukasz? - usłyszał znajomy głos Laury
- Tak, Harry'ego. Byliśmy umówieni, miał mi wszystko wyjaśnić - powiedział
- Harry? Tak? Jak szłam, aby poczekać na ciebie, był z nim jakiś chłopak. - powiedziała Laura
- Chłopak? - spytał z pewną nutą smutku
- Nomć... Taki seksowny, blondyn, miał skórę równie bladą jak Harry. Z ich rozmowy można było dostrzec jego świetny irlandzki akcent. - rozmarzyła się Laura
- Hallo? Rozmarzyłaś się wiesz! Ty!... Się.. zakochałaś!! Ale wiesz, że ie pomagasz. Jak on się zachowywał wobec Harry'ego? Jak brat? Przyjaciel Chłopak? - na myśl o chłopaku Louis zrobił zawiedziona minę
- C-co? Aaa.. No musieli się długo nie widzieć bo strasznie namiętnie się witali - Laura wyrwała się ze swoich marzeń
- Namiętnie? - zmartwił się, nie wiedział co ma przez to rozumieć
- No namiętnie, no jak przyjaciele. -zaśmiała się Laura
- Aaa... w taki sposób. Laura! Nie strasz mnie!  - powiedział z ulgą Louis - Czekaj ja mam numer do Harry'ego
- Dzwoń! - krzyknęła Laura - I zapytaj o sexi blondynka
- Laura! - zaśmiał się Lou
______________________________________
Hejka, oto taki krótki i kolejny rozdział. Już niedługo przewiduję kolejny, mam nadzieję, że wam się spodoba. Myślę, że niedługo będzie spam rozdziałów "Shadow of truth" hehe :) Piosenka jak zwykle nie ma nic wspólnego, ale ją lubię no i już. Piszecie w komentarzach jak wam się podoba :D
Kisses ;**
 

sobota, 16 listopada 2013

One Shot: "You're my hero"

Union J - Skyscraper

"Nie chcę wiedzieć co byłoby gdyby Louis się wtedy tam nie pojawił." - Taki myśli ciągle zaśmiecają moją głowę. Odpowiedź jest prosta, mianowicie patrzyłbym na niego z góry. Byłbym przy nim duchem, ale nie ciałem. Pewnie chcecie wiedzieć o czym mowa. Już opowiadam.
* Retrospekcja *
Zimowy poranek. Siedzę w swoim pokoju i rozmyślam o moim chorym życiu i o NIM. Widzę, że ON jest szczęśliwy z tą dziewczyną. Nie chcę tego psuć. Ale chyba ja też zasługuję na odrobinę szczęścia, którym jest dla mnie Lou, prawda? Kocham go, ale boję się mu tego wyznać. Szanse na to, że on odwzajemni moje uczucie są znikome, bo nie jest gejem i ma dziewczynę, którą kocha. Życie jest do dupy. Louis jest moim najlepszym przyjacielem i nie chcę żeby ta więź między nami została zerwana przez moje pieprzone uczucia. Czas skończyć te męczarnie, jakimi są ukrywanie mojej miłości do niego i patrzenie na tą zakochaną parę, jaką jest Lou i El. Jeśli myślicie, że pójdę teraz do niego i powiem mu co czuje naprawdę, to grubo sie mylicie... Zamierzam odejść z tego świata, zostawić swoje dotychczasowe życie i skończyć ze sobą. Plan jest prosty, mianowicie zamierzam wsypać w siebie całe opakowanie tabletek przeciwbólowych, które w mało drastyczny sposób zakończą mój nędzny żywot. Wyjmuję z szuflady opakowanie tabletek  i zastanawiam się czy to zrobić czy nie. Postanawiam napisać list do Lou, w którym wyjaśnię mu dlaczego podjąłem taką, a nie inną decyzję. Biorę kartkę, długopis i siadam na łóżku.
Drogi Lou,
Zastanawiasz się pewnie dlaczego to zrobiłem... Zrobiłem to ponieważ... ponieważ...( to jest trudniejsze niż myślałem). To może zacznę od początku, tak będzie najlepiej. Pamiętasz jak się poznaliśmy? Już wtedy wiedziałem, że będziesz dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Z dnia na dzień zakochiwałem się w tobie coraz bardziej . Nie mogłem ci tego powiedzieć... byłeś z nią szczęśliwy. Nie chciałem również psuć tej wspaniałej przyjaźni, która rozkwitła między nami. Za każdym razem, gdy Eleanor nas odwiedzała albo gdy z nią gdzieś wychodziłeś uciekałem do pokoju i płakałem jak małe dziecko. Ta myśl..., że nigdy nie usłysze z twoich ust " Kocham Cię" była strasznie przytłaczająca. Od jakiegoś czasu... ciąłem się, bo uświadamiałem sobie, że stopniowo się od siebie oddalamy i nasza przyjaźń nie jest już taka jak kiedyś, ty więcej czasu poświęcałeś Eleanor, a ja zamknąłem się się w sobie. Uwierz, naprawdę trudno jest mi o tym pisać, ale musisz w końcu się o tym dowiedzieć. Dowiedzieć się o tym, że cholernie mocno się kocham. Kocham cię od dnia w , którym się poznaliśmy. Wiem, jestem totalnym tchórzem, bo zamiast od razu powiedzieć ci co do ciebie czuję wolałem uciec od problemów i wybrałem to łatwiejsze rozwiązanie... śmierć. Mam nadzieję, że nie znienawidzisz mnie po tym co przeczytasz i że zapamiętasz mnie jako swojego najlepszego przyjaciela. Wiedz, że ty na zawsze pozostaniesz w moim sercu, nieważne czy umrę czy też nie, zawsze będę cię kochać.
Kocham cię, 
Harry
Gdy pisałem list płakałem, a kilka łez spadło na kartkę. Skończyłem pisać i wziąłem tabletki. Po paru minutach zaczęło kręcić mi się w głowie, upadłem...
* Koniec retrospekcji *
Teraz wiecie co takiego się wydarzyło, ale pozostaje jeszcze kwestia tego, że przeżyłem...
* Kolejna retrospekcja * 
Spróbowałem otworzyć powieki, ale poraził mnie strumień rażącego światła. Moment... Co jest do cholery?Tabletki nie zadziałały?! Miałem przecież nie żyć. Otworzyłem ponownie oczy i ujrzałem zapłakanego Louis'ego - siedzącego na krześle obok łóżka na którym leżałem i ściskającego moją dłoń.
- Już myślałem, że się nie obudzisz... - uśmiechnął się przez łzy, z widoczną ulga na oczach.
Ujrzałem na szafce obok łóżka list, który pisałem przed planowaną śmiercią. Czyli go przeczytał!? To dlaczego nadal tu jest?? Myślałem, że jak się dowie nie będzie chciał mnie znać...
- Czyli już wiesz? - spytałem, wskazując palcem na list.
- Yhm... Ale dziwne jest to, że dowiaduję się tego z listu pożegnalnego. Wolałbym, żebyś ty mi o tym powiedział w innych okolicznościach - uśmiechnął się do mnie
- Nie jesteś zły? Myślałem, że jak się dowiesz nie będziesz chciał mnie znać. - spuściłem wzrok na ziemię
- Ej... Kocie, co jest? Nie rozumiem jak mogłeś tak pomyśleć. - powiedział wyraźnie zaskoczony moimi słowami. - Musisz wiedzieć coś ważnego.
- Ummm.. co takiego?
- Ja też cię kocham, nie jak przyjaciela czy brata, ale jak kogoś z kim chcę spędzić resztę mojego życia... Jeśli tylko ty też tego chcesz. - uśmiechnął się nieśmiało.
- Jeszcze pytasz? - krzyknąłem. - Jasne, że chcę. Kocham cię ponad wszystko i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
Louis zbliżył się do mnie i powoli musnął moje wargi swoimi ustami. Oddałem pocałunek, pogłebiając go. Trwaliśmy w tym błogim stanie kilkadziesiąt sekund, po czym chcąc zaczerpnąć powietrza, odsunęliśmy się od siebie. Louis uśmiechnął się do mnie i złapał mnie za dłoń splatając nasze palce.
- Na zawsze razem? - wyszeptał przy moim uchu
- Na zawsze. - potwierdziłem również szeptem. - Kocham cię, LouLou.
- Ja ciebie też, Hazz. Tak strasznie mocno cię kocham. - powiedział to ze łzami w oczach i przytulił mnie mocno. Od tamtego dnia wszystko się zmieniło... Na lepsze... ;)
************************************************
Siemaaa! ;)) Oto jest moja beznadziejna twórczość xD Mam nadzieję, że shot się spodobał, a co do rozdziału 'Forget the past' to nie mam nic napisane bo ostatnio z moją weną beznadziejnie. Tego one shota napisałam już dawno, jeszcze chyba na początku roku 2013... więc go 'odkopałam' i postanowiłam, że skoro nie mam nic innego to opublikuję to. Komentujcie, proszę <333 I do następnego następnego posta ;***
                                                                                                                                     Kisses, Victoria :*

PS. Naprawdę proszę o komentarze i klikanie w reakcje, bo motywuje to mnie do dalszego pisania :) I polecajcie naszego bloga (znajomym, innym shipperkom, itd.).  ^^

piątek, 15 listopada 2013

One shot: 'Murder'

Within Temptation - Murder

     Opis: Harry i Louis są parą od dwóch miesięcy. Cała rodzina zaakceptowała ich związek, ale jeden wujek (John) strasznie uprzykrza im życie.
     
- Harry? 
- Tak, kotku?
- Wiesz, że cię kocham i zrobiłbym dla ciebie wszystko?
- Tak Lou, wiem, że mnie kochasz, ale ja ciebie mocniej!
- Nie prawda Hazz, bo ja mocniej!
- Ja!
- Nie, bo ja!
- Ja i nie kłóć się ze mną! - powiedział Harry biorąc w dłonie twarz chłopaka i delikatnie całując jego usta.
Gdy przerwali pocałunek Louis wyszeptał: 
- A mogę się jeszcze trochę pokłócić?
- Zależy co chcesz w ten sposób osiągnąć Lou?
Wtedy Louis wstał, złapał Harry'ego za rękę i pociągnął za sobą. Resztę wieczoru spędzili w sypialni namiętnie kłócąc się, który z kocha bardziej.

*Następnego ranka* 
- Dzień dobry Hazz. - powiedział Louis z lekko cmoknął chłopaka
- A witam mojego chłopaka. - odarł jeszcze zaspany Harry
- Ej! - krzyknął Lou
- Co?! - zdziwił się Harry
- Wiesz, kocham jak tak do mnie mówisz, czuję się wtedy dla ciebie ważny. - powiedział
- Bo jesteś. - odparł Harry i ponownie pocałował chłopaka
- Mam pomysł jak spędzić dzisiejszy dzień - powiedział chłopak z podejrzanym uśmieszkiem na twarzy - Moglibyśmy odwiedzić twoją rodzinę. Co ty na to? 
- Cóż, to jest dobry pomysł - odpowiedział po chwili namysłu
- To sie ubieraj! - krzyknął z radością Lou. Harry jeszcze nigdy nie znał osoby, która tak po prostu cieszyłaby się z wizyty u rodziców swojego chłopaka. Choć Harry znał Louis'ego nie mógł przyjąć tego do siebie, że jego chłopak cieszy się na spotkanie Anne bardziej niż on.
- Chwila muszę coś jeszcze zrobić. - powiedział z uśmiechem Harry
- Niby co? Leżysz w łóżku. - zakpił Lou
- To - powiedział i rzucił się na Louis'ego, aby go pocałować.
Ubrani i gotowi pojechali do domu Anne. Na miejsce dotarli po godzinie. 
Anne usłyszała dzwonek do drzwi, otworzyła je i pisnęła.
- Harry! Louis! 
- Mamo, możesz ciszej, bo inaczej wszyscy sąsiedzi dowiedzą się, że cię odwiedziłem. - powiedział Harry
- Ty i to twoje irytujące poczucie humoru. Synku po prostu ciesze się, że odwiedziłeś mnie ze swoim przystojnym chłopakiem.
Louis czuł jak krew spływa mu do policzków i robi się czerwony.
- Eh...widzisz mamo, przez ciebie się zaczerwienił - powiedział Harry posyłając drwiący uśmiech w srtonę Louis'ego
- Harry! Przestań! - krzyknął Lou
- Teraz ty krzyczysz? Eh... co ja z wami mam - zaśmiał się Harry
- Dobrze, dobrze wchodźcie wszyscy się ucieszą z waszej wizyty. - zaprosiła do środka Anne
- Wszyscy? - spytał Hazz
- No tak, jest John, Hannah, George, Paul, Elizabeth, Kate, Julia i uwaga jest też Jay
- Moja mama? - zdziwił się Louis
- Czy ja słyszałam głos mojego synka? - dobiegł ich głos z kuchni - Louis kochanie, Harry jak miło się widzieć
Wtedy w drzwiach stanął John.
- Ooo... Jak miło widzieć rodzinnych pedałków - powiedział
- Ciebie też miło widzieć, wujku. - odparł Harry
- John, skończ z tym - upomniała go Anne - Chłopaki własnie szykujemy...
Anne nie zdążyła dokończyć zdania kiedy Louis i Harry zaoferowali jej pomoc. Po przygotowaniu przekąsek całą rodzina usiadła w salonie i rozmawiała o wszystkich.
- Skończył się sok - powiedział Louis - zaraz przyniosę - dodał i wyszedł do kuchni
- Pójdę mu pomogę, bo może nie wiedzieć, w której szafce szukać. - odparł Harry
Louis wlewał sok do dzbanka w chwili, gdy  poczuł ręce oplatające jego biodra i delikatne wargi całujące jego ramię. Silne ramiona pociągnęły go w swoją stronę i chłopak poczuł ciepłe ciało Harry'ego.
- Widzę, że znalazłeś sok. - wyszeptał do jego ucha głos chłopaka
- Tak, znalazłem- wyszeptał Lou
- Yhmmm... - ktoś za nimi głośno chrząknął. - Możecie łaskawie nie pieprzyć się w kuchni Anne pedałki. Zapewne macie dużo innych miejsc na spełnianie swoich gejowskich fantazji erotycznych. Weźcie się od siebie odklejcie, bo nie można na was patrzeć. Nie rozumiem dlaczego Anne i inni tolerują wasz "związek". Takich jak wy to na stos! - wykrzyczał John
- John skończ z tymi wyzwiskami. W ogóle po co tu przyszedłeś? - zapytał wyraźnie wkurzony Harry, cały czas kurczowo trzymając Louis'ego jakby w obawie, że mógłby go ktoś zabrać.
- Żeby sprawdzić czy się nie pieprzycie na ladzie - powiedział drwiąco John i wyszedł
- Hazz, on mnie naprawdę wkurza. Nie wytrzymuję z nim. Od początku naszej wizyty ewidentnie ma coś do naszego związku
Harry pocałował chłopaka po czym powiedział:
- Wytrzymaj godzinkę, a w nocy wszystko ci wynagrodzę - uśmiechnął się znacząco i wyszli z kuchni.
Resztę wieczoru wysłuchiwali nieprzyjemnych komentarzy ze strony John'a. Kiedy natomiast wrócili do domu Harry od razu zabrał się do wynagrodzenia Louis'emu wszystkich przykrości, które usłyszał.

* Dzień po wizycie w domu Harry'ego*
- Harry, chodź szybko! - zawołał przerażonym głosem Louis
- Co się stało kochanie? - przybiegł szybko Harry
- John zamieścił post na facebooku ewidentnie o nas. Słuchaj!
" W średniowieczu mężczyzn o popędach seksualnych skierowanych do innych mężczyzn zabijano lub spalano na stosie jak czarownice, aby się "to" rozszerzało. W tamtych czasach uważano gejostwo  za chorobę mogącą prowadzić do epidemii" - to na pewno skierowane do nas. Wczoraj mówił coś o tym, że spaliłby nas na stosie.
- Lou, kochanie uspokój się. Wiesz jaki jest John. - powiedział ewidentnie wkurzony Harry - Idę do sklepu po bułki i kawę. Czy mój chłopak zechciałby mi towarzyszyć?
- Nie, muszę coś jeszcze zrobić. - odparł z dziwnym uśmiechem Lou
Harry wyszedł z domu, a gdy tylko zniknął za rogiem, Louis wziął kluczyki i postanowił dać "prezent" John'owi. Gdy dojechał na miejsce i stał przed drzwiami, myślał co powie John'owi. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Ooo.. Kogo moje oczy widzą. Otóż to mój jeden z rodzinnych pedałów. Czego chcesz? - zapytał z pogardą John
- Chcę z tobą porozmawiać. - odparł Louis ściskając coś w dłoni
- Jeśli musisz, wejdź. - powiedział John
- Co ma oznaczać twój post - zapytał Louis
- Ma oznaczać moją pogardę wobec gejostwa, a w szczególności pogardę do waszego "związku" - wykrzyczał John prosto w twarz Louis'ego
- Czemu co ci przeszkadza?
- Brzydzę się was. Najchętniej zabiłbym was! - krzyczał coraz głośniej John
- A jeśli mówimy o zabijaniu. - w tym momencie Louis wyciągnął z kieszeni spodni naładowany pistolet i wymierzył do w głowę John'a
- Nie zrobisz tego! - Wyśmiał Lois'ego
- Przykro mi, ale zrobię! - krzyknął i strzelił

* W tym samym momencie*
- Looouis!  Już jestem. Chodź do kuchni zrobię nam śniadanie. Takie jak lubisz. - zawołał Harry zdejmując buty - Loooius!
Hazz wszedł do kuchni i zobaczył kartkę od Louis'ego:
 " Wybacz mi kochanie dłużej tego nie wytrzymam tych przykrych epitetów i komentarzy. Robię to dla ciebie, pamiętaj, że jesteś i zawsze będziesz dla mnie całym światem. Kocham cię Hazz! 
Namiętne buziaczki Louis "
- O nie, John! Lou co ty chcesz zrobić? - krzyknął i szybko sięgnął po kluczyki od drugiego samochodu, pojechał jak najszybciej do domu wujka.
Gdy dotarł na miejsce, wpadł do domu John'a i nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Louis klęczał nad zakrwawionym ciałem John'a, a w ręce trzymał pistolet.
- Lou, co ty zrobiłeś? - mówił przez łzy
- Harry, ja... ja chciałem mieć spokój. Chciałem żyć z tobą u swojego boku. Budząc się i nie przejmując się czy John nie dodał jakiegoś postu o nas.
- Ooo... Lou. - współczuł chłopakowi Harry - Nie wiedziałem, że tak się czujesz - powiedział Harry, ujął w dłonie twarz Louis'ego o zaczął desperacko całować
- Dzwoń na policję i uciekaj. - krzyknął Harry - I to już!
- Ale Harry...
- Nie dyskutuj, dzwoń i uciekaj!
- Dobrze, ale chodź ze mną - rzucił Louis
- Zaraz przyjdę, zatrę tylko ślady winy - odparł Harry ostatni raz całując Louis'ego 
Louis wyszedł, a Harry wcale nie myślał o uciekaniu. Wytarł pistolet i wziął go do ręki. W oddali usłyszał dźwięk syreny policyjnej. Wiedział, że musiał zostać
- Kim pan jest? - spytał jeden z funkcjonariuszy - proszę natychmiast odejść od ciała
Harry odłożył pistolet i odsunął się od John'a. Spuścił głowę i wziął ręce do tyłu. Policjant skuł go w kajdanki i zaprowadził do radiowozu

- Halo Anne! Harry został aresztowany i to wszystko przeze mnie! - krzyczał zdesperowanym i roztrzęsionym głosem  Louis
- Louis, Lou uspokój się i opowiedz mi wszystko od początku
- Miałem dość John'a ciągle mówił coś przeciwko naszemu związkowi i ten jego post, że gejów powinno się zabijać i tak dalej. Dzisiaj rano nie wytrzymałem, kupiłem pistolet i go zabiłem. Hazz kazał mi zadzwonić na policje i uciekać. Nie chciałem, ale on mnie zmusił. Anne czuję się fatalnie. Co mam zrobić? - szlochał do słuchawki telefonu
- Czekaj na mnie i Jay w waszym wspólnym domu. Zaraz tam będziemy. Jasne?
- Tak, czekam - odparł

* Około 45 minut później*
- Dobrze Louis rozumiemy twoje zachowanie - powiedziała Anne
- Lou, kochanie zrozum, że Harry zrobił to by cię bronić. On to zrobił z miłości do ciebie - dodała Jay
- Ale to i tak mnie nie usprawiedliwia. To ja powinienem być tam, to ja powinienem składać zeznania. To ja... - mówił zrozpaczony Louis - mamo, Anne ja muszę go zobaczyć, zapytać czemu to zrobił, po co?
- Dobrze Louis, zamówię taksówkę- - powiedziała zrezygnowana Jay
Po kilku godzinach czekania na pozwolenie odwiedzin. Lou mógł się spotkać z Harry'm i zadać mu wszystkie pytania, które go dręczyły
- Hazz, kochanie - krzyczał Lou biegnąc w stronę Harry'ego
Harry patrzył mu głęboko w oczy, a potem całowali się na oczach strażnika.
- Siadaj - powiedział Harry
- Harry powiesz mi czemu to zrobiłeś? - zapytał ze łzami w oczach Louis
- Bo cię kocham i nigdy nie pozwoliłbym  ci być w więzieniu - odparł
- A jeśli ja mam tak samo? - spytał Lou
- Nie masz, bo ja cię kocham bardziej - odparł z uśmiechem Harry
- Nie, bo ja! - kłócił się Lou
- Ja!
- Hazz, wiesz do czego poprowadziła nasza ostatnia kłótnia na temat, który z nas kocha bardziej. Cóż wydaje mi się, ze przy strażniku tego nie zrobimy. - zaśmiał się chłopak
- A czemu nie? - spytał Harry z udawanym smutkiem
- Wstydzem siem! - odparł śmiesznym c\głosem Louis po czym zaczęli się śmiać.
 Po dwóch tygodniach odbyła się rozprawa sądowa. Harry został uniewinniony pod pretekstem usilnej obrony swojej orientacji jak i swojej miłości. Lou i Harry nigdy więcej nikogo nie zabili, gdyż obiecali sobie, że nigdy więcej nie rozłączą się na tak długo.
___________________________________________
Hej! Oto moja druga próba zmontowania jakiegoś ludzkiego one shota. Moja współautorka bloga uważa iż jest on strasznie przesłodzony -.-, ale cóż... może się nie nadaje do tego... ale staram się xD. Czas mam xD, bo jak na razie grypa bostońska czy cuś mnie zaatakowało ;p.. gdyby nie wena już dawno byłby spam na blogu. Na końcu oczywiście nagięłam prawo Polskie i zagraniczne, ale... Mam nadzieję, że nie będzie się wam "słodycz wylewać uszami" po tym one shocie ;D. 
Kisses ;**


piątek, 8 listopada 2013

Rodział 1: "Forget the past"

Union J - Beethoven

*Oczami Louis'ego*
     Dzień przed przyjazdem Harry'ego spędziłem na pakowaniu się na jezioro. Postanowiłem, że pojedziemy na wakacje z moimi przyjaciółmi, choćbym miał  zmusić go do tego siłą. Skończyłem, gdy zaczęło się ściemniać. Zapiąłem ostatnią torbę i poszedłem pod prysznic. Następnie położyłem się  do łóżka i po kilku minutach usnąłem. Następnego dnia obudziłem się koło południa, a i tak byłem niewyspany. Zszedłem do kuchni na śniadanie, jakim okazały się naleśniki zrobione przez mamę. Zjadłem szybko śniadanie i poszedłem do swojego pokoju, by się ubrać. Postanowiłem na klasyczny look: moje czerwone, ukochane rurki, koszulka w bordowo-białe paski i dżinsową kurtkę z wyciętymi rękawami. Gdy kończyłem układać fryzurę usłyszałem dzwonek do drzwi, a potem jakieś rozmowy. Pobiegłem na dół, by sprawdzić kto nas odwiedził, całkowicie zapominając o dzisiejszym przyjeździe Harry'ego. Skierowałem się do przedpokoju, a tam ujrzałem moich rodziców i... Chłopaka z lokami na głowie i zielonymi oczami, ubranego w czarne rurki, biały T-shirt i granatową marynarkę. Harry jakby... wydoroślał... i wyprzystojniał. Rok temu wyglądał niczym bezbronny dzieciak w dżinsach i bluzie. Nagle przyszło mi do głowy, by poudawać przed rodzicami jak to my się lubimy. Harry chyba pomyślał o tym samym, bo podszedł do mnie i wyciągnął ręce w moim kierunku w celu przytulenia mnie. Podszedłem bliżej niego ze sztucznym uśmiechem na ustach i wtuliłem się w niego
- Witaj, pedałku. Tęskniłeś? - wyszeptał mi do ucha, owiewając je gorącym powietrzem, na co mnie przeszedł dreszcz.
- Zamknij się, idioto. - warknąłem cicho
- Wystarczy tych przytulasów, chłopcy. - powiedziała moja mama
- Louis, przecież jeszcze przedwczoraj mówiłeś, że nie lubisz Harry'ego - dodał tata
- Jakoś mi już przeszło. - uśmiechnąłem się sztucznie. - Chodź, Harry. Pokaże ci twój pokój. - powiedziałem, siląc się na uprzejmy ton.
- Ok. - mruknął Harry
Poszliśmy razem na górę i zaprowadziłem lokatego do pokoju gościnnego.
Ej, mam pytanie. - powiedziałem już normalnym głosem - Bo moi przyjaciele wyjeżdżają dziś do domku letniskowego jednego z nich i pytali czy nie pojechalibyśmy razem z nimi.
- Dobra. Może być. To chyba lepsze niż siedzenie w domu pod okiem twoich starych. - wybełkotał Hazz
- OK. To ja do nich zadzwonię, a ty się nie rozpakowuj, bo zaraz po nas będą.
Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do mojej garderoby, gdzie zostawiłem dziś rano mój telefon. Znalazłem numer Liama i napisałem mu. że ja i Harry jedziemy z nimi. Odpisał mi po około 2 minutach, że się cieszy i że będą za dwie godziny. Postanowiłem, że odwiedzę Amandę i sprawdzę czy już się spakowała. Nałożyłem trampki i zszedłem na dół. Tam natknąłem się na tatę.
- Gdzie się wybierasz? A Harry gdzie? - zapytał ciekawski głosem
- Do Amandy. Harry na górze, siedzi w pokoju - odpowiedziałem krótko. - Ach, i zgodził się, więc za 2 godziny przyjadą po nas moi kumple i jedziemy. - dodałem
- Czyli tak po prostu zostawiasz naszego gościa i idziesz do koleżanki?? Marsz po Harry'ego, albo nigdzie nie wychodzisz! - tata się zdenerwował
- Och, Boże... Co ja? Jego niańka? - zapytałem wkurzony, że nie mogę się bez niego ruszyć na krok.
- Nie, ale to nasz gość? - warknął ojciec.
Postanowiłem, że odpuszczę, bo tylko traciłem czas. Wróciłem na górę skierowałem się do pokoju Hazzy. Zapukałem lekko do drzwi, ale nikt nie odpowiedział, więc postanowiłem wejść. Uchyliłem drzwi i niepewnym krokiem wszedłem do środka. Wydawało mi się, że nikogo nie ma w pokoju, ale ujrzałem Stylesa koło komody. Chyba właśnie się przebierał, bo zatrzymał się w pół ruchu z do połowy zdjętą koszulką. Niezrażony moją obecnością  zdjął ją całkiem i zaczął szukać czegoś w swojej walizce. Gdy zobaczyłem jego umięśnioną klatkę piersiową, zaschło mi w gardle, a ręce zaczęły mi się pocić. Dlaczego on tak na mnie działa? OK, jestem gejem, ale bez przesady, on mi się nie podoba... Kogo ja oszukuję?? Styles mi się cholernie podoba, i to już od naszego pierwszego spotkania, ale nic więcej. Zarumieniłem się, gdy dostrzegłem, że Harry od kilku sekund wpatruję się we mnie z tym wrednym, kpiącym uśmieszkiem na twarzy.
- Na sam mój widok ci staje? - zaśmiał się ironicznie Style, po czym zagwizdał i spojrzał na moje spodnie w których postało niewielkie wybrzuszenie. Zarumieniłem się jeszcze bardziej i wlepiłem wzrok w podłogę.
 - Kurwa mać, Styles, zamknij jadaczkę
! Wcale nie chciałem tu wchodzić, ojciec mi kazał, a to że zobaczyłem cię bez koszulki to czysty przypadek! - zdobyłem się na odwagę i wykrzyczałem mu w twarz moją wersję wydarzeń.
- I pewnie to, że jesteś twardy też jest przypadkiem. - prychnął i uniósł do góry jedną brew
- Oj, weź skończ pieprzyć! - krzyknąłem oburzony
- Nie mów o pieprzeniu, gdy masz na mnie ochotę, bo zaczynam się ciebie bać! - powiedział ze sztucznym strachem i odrazą wypisaną na twarzy.
- Wcale nie mam na ciebie ochoty! Jesteś żałosny, Styles! - kilkoma złośliwymi komentarzami doprowadził mnie do szału.
- Kogo próbujesz oszukać?! - zapytał retorycznie rozbawiony Styles - Jesteś pedałem... Ja to wiem i ty to wiesz... - powiedział już trochę spokojniej
- A co ty możesz wiedzieć? - prychnąłem - Wcale nie jestem gejem, a nawet jeślibym był to nie twój interes, popaprańcu! - próbowałem jakoś ukryć swoją orientację, by uniknąć kolejnych zgryźliwych komentarzy Harry'ego.
- Nie udaj! Chciałbyś mnie posunąć tu i teraz, ale wiesz, że nie masz u mnie szans, bo jestem 100% hetero.
- Dobra, weź już skończ, bo przynudzasz! Ja wiem lepiej czego chcę, więc nie wmawiaj mi tych bzdur! " Niech on się zamknie, bo zaraz nie wytrzymam i uduszę go gołymi rękami" - pomyślałem
- Bla, bla, bla... Ja wiem swoje, ty wiesz swoje... A przynajmniej myślisz, że to wiesz. A teraz , po co tu przylazłeś? - chyba Styles się uspokoił, bo zmienił temat, ufff. Zaraz bym się przyznał, bo miałem już dość jego krzyków.
- Idę do mojej przyjaciółki, a ojciec stwierdził, że nie mogę cię zostawić samego - wybełkotałem, znudzony
- Który hetero chłopak ma przyjaciółki? - zapytał Styles, próbując mnie wkurzyć - Mówiłem... Geeej! - wymruczał Harry
- Oj, zamknij się. I radzę ci się pośpieszyć, bo za 1,5 godziny przyjedzie po nas Liam.
Wyszliśmy z pokoju i w holu założyliśmy bluzy, a następnie skierowaliśmy się do domu obok. Otworzyła nam Amanda.

************
Heeej, Wszystkim! Sorry, że tak długo nic nie dodawałam, ale brak czasu i weny robi swoje... ;c Oto  jest nieszczęsna jedyneczka xD . Jak pisałam o tej kłótni Larry'ego nie mogłam powstrzymać śmiechu ;D. Wiem, że rozdział do dupy, ale chciałam coś w końcu dodać, bo od mojego ostatniego shota nic nie dodałam, a że ten rozdział miałam napisany to go wstawiłam. Nie wiem kiedy pojawi się rozdział 2, bo z moją weną marnie. W zanadrzu mam jeszcze dwa shoty, które niedługo opublikuję i nadal próbuję napisać drugą część "Your eyes... irresistible", ale marnie mi to idzie. Piosenka nie pasuje, ale ją kocham i jakoś tak :). Proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje do dalszego pisania! I nie chcę kilku kom od jednej osoby... KOMENTUJCIE, Proszę <333
Enjoy! ;*

niedziela, 27 października 2013

One Shot: 'Drunk case'

Rihanna - What now?

     Dzień jak każdy. Louis szedł na wykłady, wracał , opiekował się swoim rodzeństwem, które bronił jak tylko mógł przed swoim jak zwykle pijanym ojcem. Chłopak był bardzo dojrzały, jednak coraz częściej brakowało mu matki. Jego mama zmarła 3 lata temu czyli rok po urodzeniu Oscara - najmłodszego z rodzeństwa. Louis mimo iż był bardzo samodzielny brakowało mu osoby, która by mu pomagała, doradzała lub po prostu była przy nim. W momencie gdy jego ojciec przychodził do domu pijany świat Louis'ego całkowicie się walił, bo przecież ile razy można słuchać, że jest się: bezużytecznym gówniarzem, śmieciem, kimś kto dawno powinien umrzeć. Miał tego dość, ale nie mógł nić dopóki nie skończy 18 lat, ponieważ on i jego kochane rodzeństwo mogą trafić do domu dziecka. Nie chciał tego tak samo jak dzieciaki więc starał się zapewnić im jak najlepsze warunki. Jego rodzeństwo było dla niego "całym światem".
     Jak zwykle ojciec Louis'ego przyszedł do domu pijany, chwiejąc się to w prawo, to w lewo. Chłopak kazał pójść maluchom do jego pokoju. Sam tez po chwili do nich dołączył, ale nie było mu  dane spędzić ten wieczór z dala od kłótni. Po chwili usłyszał krzyk pijanego ojca:
- Gdzie jesteś śmieciu?!(chwila ciszy) Może byś wyszedł jak cię ojciec woła.
Chłopak uspokoił swoje młodsze rodzeństwo, zacisnął zęby i poszedł do ojca.
- Czego chcesz? - powiedział z wyraźnie niezadowoloną miną na widok ojca
- Może trochę grzeczniej szczeniaku niewydarzony. Mówisz do taty. - odparł
- Na słowo "tata" trzeba sobie zasłużyć, a ty na nie nie zasługujesz od kiedy mama nie żyje - powiedział Louis ze łzami w oczach.
Ojciec Louis'ego wściekł się, zamachnął i uderzył chłopaka w twarz. Jego policzek natychmiast zrobił się czerwony. Louis wybiegł z pokoju powiedział maluchom, aby zamknęli drzwi i nie otwierali dopóki nie przyjdzie po czym wziął kurtkę i wyszedł.
     Na zewnątrz było już ciemno i chłodno. Louis nałożył kurtkę i poszedł przed siebie. Szedł tą samą trasą co zwykle, gdy był zdenerwowany bądź uderzony przez ojca. Wychodził się przejść i czekał aż opadną emocje.
     Kiedy Louis tak spacerował zza rogu wpadł na niego bardzo przystojny chłopak. Gdy wpadł w Louis'ego, wywrócił się na niego. Po chwili Harry podniósł wzrok, zobaczył chłopaka i zaniemówił, a wtedy ich spojrzenia się spotkały. W ich oczach pojawiły się dwa płomyki szczęścia i "coś" czego żaden z nich nie mógł wytłumaczyć. Harry podniósł się szybko i przeprosił. Chłopak speszył się, stał i patrzył w lazurowe oczy Louis'ego. Wtedy Louis odezwał się:
- Co się stało?
- Wpadłem w ciebie. - Harry popatrzył na niego z zadziornym uśmiechem.
- No tak. Jestem Louis- chłopak, który ma całe spodnie w błocie. - odparł podając Harry'emu dłoń i śmiejąc się od ucha do ucha.
- Ooo... Miło mi cie poznać. - zaśmiał się - Ja jestem Harry - chłopak, który wepchnął cię w to błoto.
Zaczęli się śmiać. Nagle Louis spojrzał w szmaragdowe oczy Harry'ego i zrozumiał, że nic więcej mu nie potrzeba.
- Słuchaj mieszkam tutaj obok. Chodź ze mną pożyczę ci jakieś czyste i suche spodnie. - odparł poważny już Harry
- Dobry pomysł, ale mam jeden warunek. - powiedział zadziornie Louis
- Jaki?! - powiedział prawie krzycząc Harry
- Spokojnie . Musisz mi tylko postawić dobra kawę. - odparł Lou
Harry zaczął się śmiać, szturchnął Louis'ego za ramię i poszli w stronę bloku. Harry mieszkał dosłownie za rogiem. Chłopak wskazał drzwi swojego mieszkania i rzekł:
- Zapraszam do mojej rezydencji.
- Bardzo dziękuję. - odparł Louis z uśmiechem
Weszli do mieszkania chłopaka.. Louis zaczął się rozglądać po nowocześnie urządzonym mieszkaniu. Ściany były popielatego koloru zaś meble i dodatki białego. Jednym słowem czysta elegancja. Louis pierwszy raz widział tak pięknie urządzony dom.
- Trzymaj. Powinny na ciebie pasować. - Powiedział Harry i podał chłopakowi spodnie.
- Dzięki pasują. - odparł - To jest twój dom?
- Tak. - odparł Harry
- Nie wierzę.
- To uwierz. Masz tu swój warunek (czyli gorąca kawa wspomniana wcześniej). - zaśmiał się dżwięcznie Hazz.
- Dzięki. Dziwne, zmarzłem. - odparł z niedowierzaniem Louis
- Siadaj, napij się kawy. Tu masz koc, okryj się nim. - powiedział Harry siadając obok Louis'ego
Chłopak spojrzał głęboko w jego lazurowe oczy i spytał:
- A czemu to się kręci po nocy uliczką z jedną działającą latarnią.
- Zawsze tamtędy chodzę, kiedy jestem zdenerwowany. - odparł poważnie popijając gorącą kawę
- Zdenerwowany? Co się stało? - spytał Harry
Louis początkowo nie wiedział czy może zaufać Harry'emu. Nie wiedział czy powiedzieć mu prawdę czy może wyjść i zostawić to bez dalszej rozmowy. W pokoju panowała dźwięczna cisza. Lou postanowił zaufać Harry'emu
- Mój tata jest alkoholikiem. Jest mi z tym ciężko. Moja mama nie żyje, a ja mam jeszcze trójkę młodszego rodzeństwa. - powiedział Lou ze łzami w oczach, jednak poczuł się lżej jakby ktoś zdjął mu kamień z serca.
- Alkoholikiem?
- Tak. Załamał się po śmierci mamy i od tego czasu pije.
Harry spojrzał jeszcze raz głęboko w oczy chłopakowi, przybliżył się do niego i złożył namiętny pocałunek na jego ustach. Louis był strasznie zdziwiony. Harry poderwał się do góry i rzekł:
- Nie powinienem tego robić. Przepraszam. Zrozumiem jeśli stąd wyjdziesz.
Louis nie wyszedł. Pociągnął chłopaka za rękę i teraz to on zaczął go namiętnie całować po czym na chwilę przestał i odparł
- Miałem nadzieję, że to zrobisz. Podejrzewałem, że jesteś taki jak ja.
Całą noc spędzili na pocałunkach oraz wtuleni w siebie, a resztę dopiszcie sobie sami...

****************************************
Hejooo! Przepraszam że tak długo nic nie dodawałyśmy. Oto mój nowy i pierwszy one shocik. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Piosenka oczywiście nie jest idealnie dopasowana do tematu one shot'a, ale może wybaczycie ;D
Kisses ;**

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 3 "Shadow of truth"

Muse - Undisclosed desires

     Następnego dnia obydwaj szykowali się do szkoły. W momencie gdy Harry był już prawie gotowy, Louis nie zwlekł się z łóżka. Był największym śpiochem w rodzinie.
- Loooouis!
Chłopak usłyszał z dołu głos mamy.
- Louis! Rusz ten tyłek i zacznij się zbierać do szkoły, inaczej się spóźnisz! - usłyszał ponownie głos mamy
- Już. Jeszcze tylko 5 minut. - odpowiedział
- Nie masz nawet 2 minut. Wstawaj albo pójdę do ciebie na górę.
Louis wiedział, że gdy jego mama wejdzie do jego pokoju dostanie zawału (był chłopakiem więc uważał, że nie musi sprzątać w pokoju). Więc wziął się w garść i natychmiast wstał z łóżka. Wychodząc z pokoju natknął się na wchodzącą po schodach mamę.
- Już idę. Co mamy na śniadanie?
- Marcel* zjadł tosty z nutellą, a ty musisz sobie coś zrobić. Nie mam czasu, teraz muszę pomóc ubrać się twojemu bratu.
Chłopak zszedł na dół i rozejrzał się po kuchni. Zrobił sobie płatki z mlekiem i wyszedł. Wychodząc z domu zauważył Laurę*. Dogonił ją.
- Cześć! - powiedział i uśmiechnął się
- Ooo.. Cześć! - odwzajemniła uśmiech dziewczyna.
- Jak ci minął wieczór? - zapytał
- Raczej wolałabym o tym nie mówić. - odpowiedziała z posępną miną
- W takim razie powiesz mi wszystko od początku do końca, albo nie nazywam się Louis Tomlinson! - odpowiedział z uśmiechem na ustach
- Jestem pewna, że nie chcesz słuchać mojej opowieści z wczorajszego wieczoru. - odparła
- MÓW! - prawie wykrzyczał
Laura po długim namyśle postanowiła mu wreszcie powiedzieć o co chodzi.
- No bo wczoraj dowiedziałam się, że mój tata jest ciężko  chory. Nie chcę żeby umierał. - rozpłakała się.
Chłopak objął ją i przytulił do siebie bardzo mocno. Ona odwzajemniła jego uścisk.
- Ty tak wszystkich wysłuchujesz i przytulasz gdy mają problem? - spytała z uśmiechem przez łzy
- No wiesz lubię być takim Superman'em i pomagać innym. To co chcesz się przytulić? Superman is here!
Dziewczyna roześmiała się, przytuliła się do niego i  poszli dalej do szkoły.
*** Oczami Harry'ego***
     Wyszedłem z domu, czułem, że dzisiejszy dzień będzie największą udręką w moim życiu. Jednak nie potrafiłem powiedzieć dlaczego, albo po prostu nie chciałem znać powodu. Włożyłem słuchawki w uszy puściłem piosenkę mojego ulubionego zespołu (Coldplay - Fix you) i poszedłem równym krokiem do szkoły.
     W szkole jak zwykle nudno i pełno pierwszoklasistów. Wszedłem i poczułem coś jakby ból brzucha, ale wiedziałem, że to niemożliwe. Tak samo jak niemożliwe było to, że czułem strach. Miałem tylko nadzieję, że ten dzień szybko się skończy, ale się myliłem.
     Pierwsza lekcja minęła normalnie bez Louis'ego co trochę poprawiło mi humor, jednak gdy zobaczyłem go na przerwie wszystko do mnie wróciło: mój "strach" i emocje, które stwarzała obecność Louis'ego. Unikałem go jak tylko mogłem, ale nie udało się, podszedł do mnie i zaczął rozmowę.
- Cześć - powiedział po czym usiadł obok mnie na ławce
- Cześć - odpowiedziałem mu
- Czemu wczoraj wystrzeliłeś tak z klasy? - zapytał, a ja nie wiedziałem co mam odpowiedzieć
- Śpieszyłem się do domu. Musiałem coś załatwić. - odparłem
- Wiesz ja właściwie chciałem tylko oddać ci twój naszyjnik ( był to drewniany prostokąt z wygrawerowanym imieniem: Anne. Zawieszonym na brązowym startym rzemyku), który zgubiłeś wczoraj wychodząc z klasy.
Zdziwiłem się. Nawet nie zorientowałem się, że go zgubiłem.
- Dzięki, nawet nie wiedziałem, że go zgubiłem. - w mojej głowie zbierały się różne myśli, kiedy nagle usłyszałem ponownie jego głos.
- Kim jest dla ciebie Anne? - zapytał i czekał z niecierpliwością na odpowiedź.
Zamurowało mnie nie wiedziałem co mam powiedzieć. Między nami zapadła niezręczna cisza. Czułem jak od Louis'ego bije pozytywna energia, że jest ciepły i wysłucha nawet najgłupszą historię. Postanowiłem mu powiedzieć.
- Anne to była moja mama. - powiedziałem
- Była? - zapytał
- Tak nie żyje od 2 lat tak samo jak mój tata. Oboje zginęli w wypadku samochodowym, jadąc do pracy. - powiedziałem ze zduszonym głosem.
Louis popatrzył na mnie z współczuciem. Jak przypuszczam nie wiedział co powiedzieć.
- Bardzo mi przykro. Nie wiedziałem, a na pewno nie chciałem poruszać takiego tematu. - odpowiedział zmieszany - Przepraszam.
- Nic się nie stało. - odparłem
- Dasz się zaprosić na kawę? Ja i Laura idziemy dzisiaj po lekcjach. - powiedział z czystym spokojem.
Ja za to nie wiedziałem co mam zrobić przyjąłem zaproszenie, ale czułem, że to nie był dobry pomysł. Nagle zadzwonił dzwonek na lekcje. Louis wstał i powiedział, że będą  na mnie czekać po 7 lekcji przed szkołą. Zgodziłem się i ruszyłem korytarzem na lekcję języka polskiego.
***Oczami Louis'ego***
( w tym samym czasie)
     Była to długa przerw śniadaniowa, gdy wyszedłem ze stołówki( bo tam mieliśmy nakaz spożywać nasze śniadania) zauważyłem Harry'ego. Zebrałem się w sobie i podszedłem do niego. Siedział sam więc łatwo było mi do niego zagadać, a do tego miałem w dłoni jego naszyjnik. Pół nocy zastanawiałem się kim jest Anne. To jego dziewczyna? W głowie miałem mnóstwo wyobrażeń kim może być Elizabeth, ale żadne mi nie pasowało.
- Cześć - powiedziałem
On odpowiedział mi chociaż czułem, że nie chce ze mną gadać. Oddałem mu jego naszyjnik i po chwili zapytałem:
- Kim była dla ciebie Anne?
Jego odpowiedzi się nie spodziewałem. Powiedział, że matką. Zmieszałem się, przeprosiłem i zaprosiłem go na kawę. Zgodził się, a ja poczułem się jakbym zburzył wielki, trwały mur obronny Harry'ego. Miałem tylko nadzieję, że Laura nie będzie miała mi tego za złe.

     Lekcje według jednego i drugiego ciągnęły się niezmiernie. Tylko Laura obawiała się spotkania z Harry'm czemu? Nie wiedziała, nie miała konkretnych powodów bać się Harry'ego, ale jednak.
     Po lekcjach cała trójka poszła do Louis'ego. Chłopak zaparzył kawę i zaprosił wszystkich do drewnianej altanki. Pierwszy odezwał się Harry, niepewnym głosem zapytał:
- Wy jesteście razem?
Pozostała dwójka popatrzyła na siebie i roześmiała się, ale Harry nadal nie otrzymał odpowiedzi. Po chwili odezwała się Laura.
- Nie wiedziałam, że potrafisz tak rozbawić. - po czym dalej zaczęła się śmiać - Nie, nie jesteśmy razem. Louis jest moim przyjacielem, mimo iż poznaliśmy się niedawno.
Louis potwierdził słowa Laury. Harry po raz pierwszy spędził z kimś ze szkoły cały wieczór. Było dobrze do momentu gdy Laura poruszyła bardzo delikatny temat:
- Dlaczego zawsze siedzisz sam? Do nikogo się nie odzywasz? Masz posępną minę?
Harry oblukał ją wzrokiem od góry do dołu i wyszedł. Louis próbował go zatrzymać, ale nie mógł. Harry był o wiele silniejszy od niego. Laura przeprosiła za to Louisa, ale ten uważał, że to nie jego Laura powinna przeprosić. Nikt z tej dwójki nie wiedział co teraz zrobi Harry. Jakie będą relacje między nimi?
***Oczami Harry'ego***
     Było naprawdę miło, miałem wrażenie, że ktoś nareszcie w pełni mnie akceptuje. Do momentu gdy ta dziewczyna zaczęła interesować się nie swoimi sprawami. Spędzić czas z Louis'm był mi naprawdę ciężko. Gdyby on był innym człowiekiem...

     Następnego dnia Harry nie odzywał się do nikogo. Tak minął dzień, tydzień, miesiąc. Chłopak nie odzywał się do nikogo, a na lekcji starał się jak najmniej udzielać. Za to historię omijał szerokim łukiem.


Marcel* - na potrzeby opowiadania - młodszy brat Louis'ego (7 lat)
Laura* - na potrzeby opowiadania - pierwsza przyjaciółka Louis'ego w nowej szkole

__________________________________________
Heeejka! I oto nowy rozdział "Cienia prawdy". Jak pewnie zauważyliście Louis'emu "udało" się zburzyć "mur obronny" Harry'ego, a przynajmniej tak mu się wydaje. Kolejne rozdziały pojawią się gdy tak jak napisała główna autorka bloga pod postem będzie co najmniej 2  komentarze. Także weźcie się w garść jeżeli chcecie przeczytać kolejny rozdział. Komentarze mogą być z anonima, z oficjalnego profilu, albo już jak chcecie. Liczę na was ;). A co do piosenki nie jest ona idealnie dopasowana do rozdziału, ale uważam, że ma coś w sobie wspólnego :)
Kisses :*


poniedziałek, 14 października 2013

ONE-SHOT: "And your eyes...irresistible"

Martina Stoessel & Ruggero Pasquarelli - En Mi Mundo
 
   Pewnego słonecznego dnia, chłopak imieniem Louis, postanowił odwiedzić swojego przyjaciela, którego nie widział już kilka lat. Spowodowane to było wyprowadzką Louis'ego i jego ojca do Ameryki, lecz teraz z powrotem wrócili do Anglii, na stałe. Chłopak był zaskoczony tym jak jego rodzinne miasteczko od tamtego czasu się zmieniło. Gdy przechodził koło starego placu zabaw dostrzegł, że drzewo, na którym niegdyś umocowana była jego ulubiona huśtawka, zostało ścięte. W pewnym momencie zalała go fala wspomnień. Był tu bardzo szczęśliwy, miał przyjaciół i uwielbiał tutejszą szkołę podstawową do której kiedyś uczęszczał, lecz jego ojciec ni stąd ni zowąd postanowił zabrać syna na odległy kontynent. Louis jednak szybko zaaklimatyzował się w nowej szkole i znalazł sobie kolegów, ale nigdy nie zapomniał o Liamie i Niallu, którzy byli jego najlepszymi przyjaciółmi. Gdy chłopak skończył 16 lat, jego ojciec postanowił, że wrócą do ich dawnego domu w angielskim miasteczku - Blackpool. Teraz, gdy chłopak po tylu latach ponownie spotkał się z Niallem i Liamem, bardzo ucieszył się z decyzji ojca. Pomimo, że w Miami poznał wielu fajnych ludzi i zaprzyjaźnił się z paroma osobami, te przyjaźnie nie dorównały tej pomiędzy nim a Niamem*.
   Louis nawet nie zorientował się kiedy zaczęło padać, gdyż tak bardzo pochłonęły go wspomnienia. Narzucił kaptur bluzy na głowę i przyspieszył kroku, by jak najszybciej wrócić do ciepłego i suchego domu. Wyjął z kieszeni Ipoda i słuchawki, i włączył losowe odtwarzanie, a następnie w jego uszach rozbrzmiała melodia - jak się okazało - piosenki "Wake Me Up" Avicii'ego. Szedł wsłuchując się w cudowne dźwięki, gdy nagle nie zauważając kałuży poślizgnął się. Mało brakowało do upadku przed, którym ochroniły go czyjeś ramiona. Spojrzał do góry i cały świat się zatrzymał, łącznie z jego sercem. Ujrzał bowiem najpiękniejszą parę oczu jaką kiedykolwiek miał okazję widzieć. Zielone oczy wpatrywały się w jego niebieskie i miał wrażenie, że się rozpływa. Wierzycie w coś takiego jak "miłość od pierwszego wejrzenia" lub przeznaczenie? Otóż to jest to! Gdy dwie osoby całkiem przypadkowo się spotykają i wiedzą to od początku, widzą to w swoim spojrzeniu. To taka jakby telepatia, ale całkowicie nieświadoma. Louis poczuł stado motyli w brzuchu. Dla tego dwojga czas się zatrzymał. Gdy już się ocknęli, Lou zlustrował swojego wybawcę od stóp do czubka głowy. Kocie oczy jak się okazało należały do bruneta z loczkami i pełnymi, malinowymi ustami. Chłopak ubrany był w brązowe rurki, biały T-shirt i granatową marynarkę, a na nogach miał białe Converse za kostkę. Ogólnie był strasznie przystojny i Louis'emu zrobiło się duszno od samego patrzenia ten ósmy cud świata. To wtedy po raz pierwszy Louis zaczął zastanawiać się nad swoją orientacją.
- Cześć, jestem Harry. Harry Styles. - powiedział chłopak lekko zachrypnięty, lecz na swój sposób cudownym głosem.
- Louis Tomlinson. I chyba na to wygląda, zę zawdzięczam ci życie. - zaśmiał się cicho Lou
- Życie  to raczej nie, ale oszczędziłem ci paru stłuczeń i lądowania w błocie. - zaśmiał się dźwięcznie Harry. - Ale nie musisz dziękować, wystarczy, że dasz się zaprosić na kawę. - wyszczerzył się nastolatek.
- OK. Z miłą chęcią. Tak się składa, że niedaleko jest taka fajna kawiarenka.
- Mówisz o "Summer love"? - zapytał Hazz, a Louis kiwnął głową- To moja ulubiona kawiarenka- uśmiechnął się ciepło do Louis'ego. "To musi być przeznaczenie" - pomyślał Lou
- Moja też! - powiedział entuzjastycznie Loueh.
Chłopcy zaśmiali sie i ruszyli ramię w ramię do kawiarni.

*Dla niewtajemniczonych - połączenie imion Niall i Liam ;)
__________________________________________________
Hejoooo! <333 I oto jest mój jedno-part! ;))) Mam nadzieję, że się spodoba, ale mam jedną uwagę, mianowicie w ankiecie 4 osoby kliknęły, że czytają tego bloga, a tylko jedna osoba komentuje... Naprawdę proszę wszystkich którzy czytają o komentarze, bo nawet te najkrótsze motywują nas do dalszego pisania. A teraz... jeśli chcecie drugą część tego shota, muszą znaleźć się pod spodem conajmniej 2 (!!!) komentarze. :) Wiem, że piosenka nie za bardzo pasuje, ale ponieważ wzorowałam się na pierwszym odcinku "Violetty" pisząc to uznałam, że będzie spoko ;))
Enjoy! :D

środa, 9 października 2013

Rozdział 2: Shadow of truth

Swedish House Mafia feat John Martin - Don't you worry child

***Oczami Louis'ego***
Gdy Harry wyszedł z klasy wiedziałem, że już dziś z nim nie pogadam. Byłem zawiedziony i miałem wrażenie, że wszyscy to widzą.
- Louis czemu tak stoisz? Nie idziesz do domu?
- Idę, zamyśliłem się - powiedziałem po czym poszedłem w stronę szatni.
 Gdy wychodziłem z klasy zobaczyłem Harry'ego. Postanowiłem się nie poddać i przynajmniej z nim pogadać. Zaczął iść bardzo szybko, biegłem za nim, Lecz zniknął mi z oczu.
- To nie ma sensu! - powiedziałem sam do siebie
- Wszystko w porządku Louis? - usłyszałem obok siebie głos jakiejś dziewczyny.
Była piękna. Miała długie czarne włosy, duże niebieskie oczy i ciemniejszą karnację. Powtórzyła pytanie.
- Tak, chciałem jeszcze kogoś złapać, ale mi się nie udało. - odparłem
- Kogo? - zapytała
- Nikt ważny. A tak w ogóle to jestem Louis - powiedziałem i podałem jej rękę
- A ja Laura.
Gdzie idziesz? - zapytała po czym jej wzrok utkwił w moich oczach.
Czułem się dziwnie, a nawet bardzo dziwnie.
- Teraz to chyba do domu. Chcesz to cię odprowadzę?
- To bardzo miłe z twojej strony, to chodźmy! - powiedziała i poszliśmy.
Okazało się, że mieszkamy niedaleko siebie.
- Mogę cię o coś zapytać? - zapytałem
- Jasne, pytaj - odparła
- Jaki jest ten Harry Styles?
Zaczęła się śmiać. Gdy już skończyła wreszcie powiedziała to czego chciałem się dowiedzieć o Harry'm
- Harry jest chłopakiem, o którym marzy każda dziewczyna, ale nigdy nie słyszałam, żeby z którąś chodził. Wszystkich hipnotyzuje tymi swoimi boskimi, zielonymi oczami. Zawsze chodzi sam, z nikim nie rozmawia. Nie lubi matematyki, zresztą tak jak ja. W dni słoneczne tajemniczo pojawia się w szkole i siedzi w niej do wieczora. Wygląda jakby ciągle miał problem. Kiedyś chciałam z nim pogadać, ale mnie zbył.
- Dziwne ja jak mam problem to szukam osoby, której mógłbym się wygadać, a nawet wypłakać.
- Tak, według mnie też się dziwnie zachowuje. Niestety nic na to nie poradzę. Wtedy w mojej głowie  zaczęło się tworzyć jeden potężny plan: zaprzyjaźnię się z Harry'm. Resztę dnia spędziliśmy u mnie na rozmowach i nauce.
***Oczami Harry'ego***
Kiedy wybiegłem z klasy miałem nadzieję, że Louis'ego mam już z głowy. Jednak się myliłem. Zaczął mnie gonić. Musiałem "zniknąć" w mój tajemniczy sposób. Ze szkoły szkoły wróciłem szybko, ale moje myśli wciąż zajmował "on". Włączyłem muzykę w pokoju, położyłem się na łóżku. Po moim policzku spłynęła mała, ciepła łza.
- Czemu przeniosłeś się akurat do mojej szkoły, do mojej klasy? Czemu? Musiałeś tu zamieszkać?
Wziąłem się w garść co nie było łatwe. Gdy już się uspokoiłem oddałem się mojemu ulubionemu zajęciu. Jedyne co mnie martwiło to jutrzejszy dzień.

******************************************************
Hejka, jak widzicie to nowy rozdział Shadow of truth ( Cień prawdy). Mam nadzieję że wam się spodoba, jeśli chcecie więcej piszcie w komentarzach ;)
POZDRO ;D <3

poniedziałek, 7 października 2013

Prolog: "Forget the Past"

Remady & Manu-L - Holidays

 *Oczami Louis'ego*

     Jak zwykle po lekcjach wracałem do domu wraz z moją przyjaciółką i sąsiadką, Amandą. Lecz dziś był wyjąkowy dzień, poneważ od jutra zaczynały się wakacje. Byłem tak szczęśliwy i cieszyłem się, że będę mógł spędzić te dwa miesiące z czwórką moich przyjaciół. Mieliśmy jechać do Irlandii do rodzinnego miasta Nialla, ale nie wszyscy z nas mieli zamiar spędzić dwa miesiące pod okiem nadopiekuńczej babci Niallera. Potem Liam wpadł na pomysł, by spędzić wakacje w domku letniskowym jego rodziców znajdującym się niedaleko Londynu. Ja, Zayn i Niall się zgodziliśmy, ale Amanda miała inne zdanie na ten temat. Na szczęście w ostatnim momencie udało mi się ją przekonać.
     Mieliśmy już wszystko zaplanowane, ale jak to z moim szczęściem bywa, okazało się, że mój tata ma inne plany. Gdy tylko pożegnałem się z Am i wszedłem do domu, tata zawołał mnie na rozmowę.
- Znasz mojego przyjaciela, Marka Stylesa, prawda?
- Nooo, tak. A bo co?
- Ponieważ Mark i jego żona wyjeżdżają na wakacje na Costa Ricę i nie mają z kim zostawić swojego syna. Zaproponowałem im, że mógłby przyjechać do nas. Dlatego też będziesz musiał się nim zająć jak należy.
- Tatooo! Nie zgadzam się. Po pierwsze: małem jechać z przyjaciółmi nad jezioro, i ty doskonale o tym wiedziałeś! A po drugie: Harry to zapatrzony w siebie idiota i dupek. Nie wytrzymam z nim przez całe wakacje!
- Będziesz musiał odwołać ten wyjazd. I nie waż się tak o nim mówić. Po prostu ci się tak wydaje, bo nie znasz go za dobrze. Jakoś sobie razem poradzicie.
- Planowaliśmy to od miesiąca, a ty się wpieprzasz, gdy już wszystko gotowe!
W tym momencie miałem ochotę najzwyczajniej w świecie się rozpłakać. Tak marzyłem o tym wyjeździe...
     Pobiegłem do swojego pokoju i trzasnąłem drzwiami. Miałem już tego dosyć! Za rok kończyłem 18 lat, a ojciec nadal dyktował mi co mam robić. Postanowiłem skontaktować się z moimi znajomymi i poinformować ich, że nie mogę z nimi jechać. Uruchomiłem skype'a i włączyłem wideo konferencję. Cała czwórka odebrała prawie w tym samym momencie.
- Hej, Lou. Co tam? - powiedział wesoło Niall.
- Siema! - zawołał Liam.
- Czeeeść! Vas happenin, LouLou? - wykrzyknął Zayn.
- Siemka, Lou, Stało się coś? Przecież dopiero co, rozmawialiśmy przed twoim domem. - Amanda gadała jak najęta.
- Cześć, wszystkim. - powiedziałem smutno. - Chciałem wam tylko powiedzieć, że nie jadę z wami nad jezioro.
- Jak to? - powiedzieli w tym samym czasie Zayn, Niall i Am.
- Dlaczego?! - krzyknął Li.
- Mój tata sprowadził mi na wakacje "milutkiego" hiszpana. - zaśmiałem się ironicznie i zakreśliłem cudzysłów w powietrzu.
- Tego całego Harry'ego? - spytała Amanda.
- Taaa... - odpowiedziałem im bez entuzjazmu.
     Opowiedziałem im całą moją rozmowę z ojcem. Niall skrzywił się, gdy im powiedziałem, że ten palant Styles przyjeżdża już pojutrze. Moi przyjaciele nie znali Harry'ego osobiście, ale opowiadałem im rok temu o naszym feralnym spotkaniu na urodzinach mojego ojca, kiedy tamten ciągle mną pomiatał i się ze mnie śmiał, chyba nawet bez jakiegoś konkretnego powodu.
- No to przejebane... - skomentował Zayn.
- Ej, mam pomysł. A może obydwoje byście z nami pojechali? W sensie ty i Harry. - zasugerował Liam. - A jak on nie chce to niech się wypcha i spędzi wakacje z twoimi rodzicami. - zaśmiał się.
- No dokładnie. Świetny pomysł, Liasiu. - wybełkotał z buzią pełną czipsów Niall.
- Hehe, dziękuję Ni. No to załatwione. Pojutrze jak tylko przyjedzie, od razu go zapytaj i jak się zgodzi, pakuj się i dzwoń do mnie to po drodze was zgarniemy. - oznajmił Payne.
- Ok, dzięki chłopaki... i Amanda, oczywiście. - zaśmiałem się.
     Skończyłem rozmowę z przyjaciółmi i poszedłem na kolację. Mama uznała ten pomysł za bardzo dobry, a tata powiedział, że jeśli Harry się zgodzi to możemy jechać, ale bez Harry'ego mam się nie ruszać z domu. Ja osobiście myślę, że ojciec zgodził się, by się nas pozbyć z domu. Oby Harry chciał z nami jechać. Mam nadzieję, że wakacje z nim nie będą zbyt męczące. Po skończonej kolacji poszedłem do swojego pokoju i od razu odpłynąłem do krainy Morfeusza.
____________________________________________________________

Czeeeść, kochani <333 I oto mamy prolog :D Przepraszam, że wczoraj go nie dodałam, ale naprawdę nie miałam czasu. Mam nadzieję, że się wam podobało, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to jest po prostu nudne... Wiem też, że piosenka w linku nie za bardzo tu pasuje, ale ją po prostu uwielbiam i t przy niej pisałam prolog ;) Miała to być niespodzianka, ale niech stracę xD Napisałam one shota, który w najbliższym czasie się tu pojawi ;d Proszę was o komentarze i by w nich się podpisywać ;DD Nie wiem kiedy pojawi się jedyneczka, bo pomimo, że jest już napisana to nie zawsze znajduję czas, by przepisać to na kompa (bo mam to w zeszycie). No ok... To byłoby chyba na tyle xD Jeszcze raz apeluję o komentarze i klikanie w reakcje ;**
Love you all! <3