niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 4 "Shadow of truth"

Nirvana - Smells Like Teen Spirit

*** Oczami Louis'ego***
     - Harry nie odzywa się od miesiąca. Nie mogę go nigdzie złapać. Unika mnie. Czemu to robi? - zaczął zwierzać się Louis
- Nie wiem, ale to chyba chodzi o moje zachowanie na naszym wspólnym spotkaniu. Może nie powinnam poruszać tematu jego zachowania. - odpowiedziała Laura
- Sam już nie wiem. - odparł
- Czy mi się wydaje, czy tobie na nim zależy? - spytała z zadziornym uśmiechem
- Wiem, że mogę ci ufać, ale to co teraz powiem musi zostać między nami. - powiedział poważnie Louis
- Dobrze, już się boję co usłyszę. - odparła
- Ja nie jestem taki jak inni chłopcy, mężczyźni. Ja, jestem... gejem. - wydusił wreszcie
Laura zaczęła się śmiać.
- Wiedziałam. I jeszcze brakuje mi tylko potwierdzenia, że czujesz coś do Harry'ego
- Yyy.. skąd? Jak? Gdzie? Jak się dowiedziałaś? Nikomu nie mówiłem. - wykrzyczał zdziwiony
- Kobieta to czuje. - odpowiedziała dziewczyna
- Konkrety proszę. - zaśmiał się Lou
- Po pierwsze znasz się na modzie lepiej niż najbardziej stylowy chłopak w naszej szkole. - Louis zrobił kwaśną minę - No przecież żartuję. Poznałam się po tym, że cały czas szukasz Harry'ego. Czekasz na niego, mówisz o nim i jak się domyślam to myślisz też o nim.
Wszystko się zgadzało, jednak Louis nie mógł się do tego przyznać. Przecież dopiero powiedział jej, że jest gejem. Nie mogę jej od razu powiedzieć, że szaleję za Harry'm.
- Nic takiego nie był. Po prostu chciałem się z nim zaprzyjaźnić, bo wydaje się być bardzo ciekawym człowiekiem, ale cóż nie wyszło. - przyznał z nutką smutku Louis
- Tsaa.. gdybyś chciał mógłbyś się zaprzyjaźnić nawet z yetim. - zaśmiała się Laura
Po tym zdaniu zaczęli się śmiać i poszli dalej. W drodze powrotnej do domu w głowie Louis'ego kreowało się dużo myśli i postanowień. Jednym z nich była kolejna próba zbliżenia się do Harry'ego.

*** Oczami Harry'ego***
- Czy moje życie nie mogło toczyć się swoim tempem? Nie mogłem dalej żyć sam, bez zmartwień? I te twoje piękne błękitne oczy, w których można by utonąć jak w morzu. Twoje włosy, które tak bardzo proszą się, abym je głaskał swoją dłonią. I dlaczego muszę cię unikać... bo wariuję na twój widok. Gdybyś tylko wiedział kim jestem i jak bardzo mogę ci zaszkodzić. Och.. Anne ty byś wiedziała co mam teraz zrobić. Tak bardzo mi ciebie brakuje!
Harry leżał na swoim łóżku dalej rozmyślając o lazurowych oczach oraz o całej osobie Louis'ego.
- Muszę z nim pogadać! Muszę usłyszeć ten jego piękny głos. - kontynuował swój monolog Harry

Następnego dnia Harry i Louis szukali się nawzajem. Gdy jeden z nich wchodził na górę, drugi schodził na dół. W taki sposób krążyli po szkole. Kiedy Harry postanowił się poddać, usiadł na ławce. Własnie wtedy Louis go znalazł. Serce Louis'ego zaczęło bić szybko i nierówno. Dopiero teraz podczas gdy szedł w stronę Harry'ego zastanawiał się co mu powie? Jak zacznie rozmowę? Usiadł obok chłopaka i czekał.
- Cześć. - rzekł Harry, próbując ukryć swoje szczęście, co bardzo dobrze mu wychodziło.
- Cześć! Co u ciebie? - zapytał nieśmiało Louis, a jego serce chciało wylecieć mu z piersi i powirować aż do nieba
- No raczej nic ciekawego. Jakoś żyję, jak widzisz. A u ciebie? - wymamrotał z udawaną obojętnością Harry
- U mnie, no cóż wszystko w porządku, ale nurtuje mnie pytanie, dlaczego wtedy wyszedłeś tak szybko i dlaczego tak długo się nie odzywałeś?
- No cóż, nie umiem ci tego wyjaśnić - odpowiedział - To nie jest takie proste.
- Zrobiłem coś źle? Nie lubisz mnie?
- " Nawet nie wiesz jak często o tobie myślę" - pomyślał Harry - To nie o to chodzi. Louis nie możesz tak myśleć. - powiedział
- To o co? Powiesz mi? - zapytał zniecierpliwiony Lou
- Nie, a przynajmniej nie tutaj. - odparł po dłuższej chwili Hazz
- Dobrze, czekaj tu na mnie za godzinę. Zapraszam cię do mnie na kawę, a wtedy wszystko mi wyjaśnisz. - powiedział Louis
- No dobrze.- zgodził się
Louis zrobił kilka kroków i odwrócił się w stronę ławki, lecz Harry'ego tam nie było. Zniknął. Zdziwiony Louis poszedł na lekcję geografii i błagał, żeby szybko się skończyła. Tak bardzo chciał być z Harry'm sam na sam. Po 45 minutach lekcja nareszcie się skończyła. Louis był strasznie zniecierpliwiony. Tak strasznie chciał usłyszeć kojący głos Harry'ego, spojrzeć w jego szmaragdowe oczy i poczuć się bezpiecznie. Chłopak nie potrafił tego wytłumaczyć, ale przy Harry'm czuł jakby nic inne nie istniało, jakby żadne zło nie mogło im zaszkodzić. Wyszedł przed szkołę i szukał wzrokiem Harry'ego
- Kogoś szukasz? - usłyszał znajomy głos Laury
- Tak, Harry'ego. Byliśmy umówieni, miał mi wszystko wyjaśnić - powiedział
- Harry? Tak? Jak szłam, aby poczekać na ciebie, był z nim jakiś chłopak. - powiedziała Laura
- Chłopak? - spytał z pewną nutą smutku
- Nomć... Taki seksowny, blondyn, miał skórę równie bladą jak Harry. Z ich rozmowy można było dostrzec jego świetny irlandzki akcent. - rozmarzyła się Laura
- Hallo? Rozmarzyłaś się wiesz! Ty!... Się.. zakochałaś!! Ale wiesz, że ie pomagasz. Jak on się zachowywał wobec Harry'ego? Jak brat? Przyjaciel Chłopak? - na myśl o chłopaku Louis zrobił zawiedziona minę
- C-co? Aaa.. No musieli się długo nie widzieć bo strasznie namiętnie się witali - Laura wyrwała się ze swoich marzeń
- Namiętnie? - zmartwił się, nie wiedział co ma przez to rozumieć
- No namiętnie, no jak przyjaciele. -zaśmiała się Laura
- Aaa... w taki sposób. Laura! Nie strasz mnie!  - powiedział z ulgą Louis - Czekaj ja mam numer do Harry'ego
- Dzwoń! - krzyknęła Laura - I zapytaj o sexi blondynka
- Laura! - zaśmiał się Lou
______________________________________
Hejka, oto taki krótki i kolejny rozdział. Już niedługo przewiduję kolejny, mam nadzieję, że wam się spodoba. Myślę, że niedługo będzie spam rozdziałów "Shadow of truth" hehe :) Piosenka jak zwykle nie ma nic wspólnego, ale ją lubię no i już. Piszecie w komentarzach jak wam się podoba :D
Kisses ;**
 

sobota, 16 listopada 2013

One Shot: "You're my hero"

Union J - Skyscraper

"Nie chcę wiedzieć co byłoby gdyby Louis się wtedy tam nie pojawił." - Taki myśli ciągle zaśmiecają moją głowę. Odpowiedź jest prosta, mianowicie patrzyłbym na niego z góry. Byłbym przy nim duchem, ale nie ciałem. Pewnie chcecie wiedzieć o czym mowa. Już opowiadam.
* Retrospekcja *
Zimowy poranek. Siedzę w swoim pokoju i rozmyślam o moim chorym życiu i o NIM. Widzę, że ON jest szczęśliwy z tą dziewczyną. Nie chcę tego psuć. Ale chyba ja też zasługuję na odrobinę szczęścia, którym jest dla mnie Lou, prawda? Kocham go, ale boję się mu tego wyznać. Szanse na to, że on odwzajemni moje uczucie są znikome, bo nie jest gejem i ma dziewczynę, którą kocha. Życie jest do dupy. Louis jest moim najlepszym przyjacielem i nie chcę żeby ta więź między nami została zerwana przez moje pieprzone uczucia. Czas skończyć te męczarnie, jakimi są ukrywanie mojej miłości do niego i patrzenie na tą zakochaną parę, jaką jest Lou i El. Jeśli myślicie, że pójdę teraz do niego i powiem mu co czuje naprawdę, to grubo sie mylicie... Zamierzam odejść z tego świata, zostawić swoje dotychczasowe życie i skończyć ze sobą. Plan jest prosty, mianowicie zamierzam wsypać w siebie całe opakowanie tabletek przeciwbólowych, które w mało drastyczny sposób zakończą mój nędzny żywot. Wyjmuję z szuflady opakowanie tabletek  i zastanawiam się czy to zrobić czy nie. Postanawiam napisać list do Lou, w którym wyjaśnię mu dlaczego podjąłem taką, a nie inną decyzję. Biorę kartkę, długopis i siadam na łóżku.
Drogi Lou,
Zastanawiasz się pewnie dlaczego to zrobiłem... Zrobiłem to ponieważ... ponieważ...( to jest trudniejsze niż myślałem). To może zacznę od początku, tak będzie najlepiej. Pamiętasz jak się poznaliśmy? Już wtedy wiedziałem, że będziesz dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Z dnia na dzień zakochiwałem się w tobie coraz bardziej . Nie mogłem ci tego powiedzieć... byłeś z nią szczęśliwy. Nie chciałem również psuć tej wspaniałej przyjaźni, która rozkwitła między nami. Za każdym razem, gdy Eleanor nas odwiedzała albo gdy z nią gdzieś wychodziłeś uciekałem do pokoju i płakałem jak małe dziecko. Ta myśl..., że nigdy nie usłysze z twoich ust " Kocham Cię" była strasznie przytłaczająca. Od jakiegoś czasu... ciąłem się, bo uświadamiałem sobie, że stopniowo się od siebie oddalamy i nasza przyjaźń nie jest już taka jak kiedyś, ty więcej czasu poświęcałeś Eleanor, a ja zamknąłem się się w sobie. Uwierz, naprawdę trudno jest mi o tym pisać, ale musisz w końcu się o tym dowiedzieć. Dowiedzieć się o tym, że cholernie mocno się kocham. Kocham cię od dnia w , którym się poznaliśmy. Wiem, jestem totalnym tchórzem, bo zamiast od razu powiedzieć ci co do ciebie czuję wolałem uciec od problemów i wybrałem to łatwiejsze rozwiązanie... śmierć. Mam nadzieję, że nie znienawidzisz mnie po tym co przeczytasz i że zapamiętasz mnie jako swojego najlepszego przyjaciela. Wiedz, że ty na zawsze pozostaniesz w moim sercu, nieważne czy umrę czy też nie, zawsze będę cię kochać.
Kocham cię, 
Harry
Gdy pisałem list płakałem, a kilka łez spadło na kartkę. Skończyłem pisać i wziąłem tabletki. Po paru minutach zaczęło kręcić mi się w głowie, upadłem...
* Koniec retrospekcji *
Teraz wiecie co takiego się wydarzyło, ale pozostaje jeszcze kwestia tego, że przeżyłem...
* Kolejna retrospekcja * 
Spróbowałem otworzyć powieki, ale poraził mnie strumień rażącego światła. Moment... Co jest do cholery?Tabletki nie zadziałały?! Miałem przecież nie żyć. Otworzyłem ponownie oczy i ujrzałem zapłakanego Louis'ego - siedzącego na krześle obok łóżka na którym leżałem i ściskającego moją dłoń.
- Już myślałem, że się nie obudzisz... - uśmiechnął się przez łzy, z widoczną ulga na oczach.
Ujrzałem na szafce obok łóżka list, który pisałem przed planowaną śmiercią. Czyli go przeczytał!? To dlaczego nadal tu jest?? Myślałem, że jak się dowie nie będzie chciał mnie znać...
- Czyli już wiesz? - spytałem, wskazując palcem na list.
- Yhm... Ale dziwne jest to, że dowiaduję się tego z listu pożegnalnego. Wolałbym, żebyś ty mi o tym powiedział w innych okolicznościach - uśmiechnął się do mnie
- Nie jesteś zły? Myślałem, że jak się dowiesz nie będziesz chciał mnie znać. - spuściłem wzrok na ziemię
- Ej... Kocie, co jest? Nie rozumiem jak mogłeś tak pomyśleć. - powiedział wyraźnie zaskoczony moimi słowami. - Musisz wiedzieć coś ważnego.
- Ummm.. co takiego?
- Ja też cię kocham, nie jak przyjaciela czy brata, ale jak kogoś z kim chcę spędzić resztę mojego życia... Jeśli tylko ty też tego chcesz. - uśmiechnął się nieśmiało.
- Jeszcze pytasz? - krzyknąłem. - Jasne, że chcę. Kocham cię ponad wszystko i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
Louis zbliżył się do mnie i powoli musnął moje wargi swoimi ustami. Oddałem pocałunek, pogłebiając go. Trwaliśmy w tym błogim stanie kilkadziesiąt sekund, po czym chcąc zaczerpnąć powietrza, odsunęliśmy się od siebie. Louis uśmiechnął się do mnie i złapał mnie za dłoń splatając nasze palce.
- Na zawsze razem? - wyszeptał przy moim uchu
- Na zawsze. - potwierdziłem również szeptem. - Kocham cię, LouLou.
- Ja ciebie też, Hazz. Tak strasznie mocno cię kocham. - powiedział to ze łzami w oczach i przytulił mnie mocno. Od tamtego dnia wszystko się zmieniło... Na lepsze... ;)
************************************************
Siemaaa! ;)) Oto jest moja beznadziejna twórczość xD Mam nadzieję, że shot się spodobał, a co do rozdziału 'Forget the past' to nie mam nic napisane bo ostatnio z moją weną beznadziejnie. Tego one shota napisałam już dawno, jeszcze chyba na początku roku 2013... więc go 'odkopałam' i postanowiłam, że skoro nie mam nic innego to opublikuję to. Komentujcie, proszę <333 I do następnego następnego posta ;***
                                                                                                                                     Kisses, Victoria :*

PS. Naprawdę proszę o komentarze i klikanie w reakcje, bo motywuje to mnie do dalszego pisania :) I polecajcie naszego bloga (znajomym, innym shipperkom, itd.).  ^^

piątek, 15 listopada 2013

One shot: 'Murder'

Within Temptation - Murder

     Opis: Harry i Louis są parą od dwóch miesięcy. Cała rodzina zaakceptowała ich związek, ale jeden wujek (John) strasznie uprzykrza im życie.
     
- Harry? 
- Tak, kotku?
- Wiesz, że cię kocham i zrobiłbym dla ciebie wszystko?
- Tak Lou, wiem, że mnie kochasz, ale ja ciebie mocniej!
- Nie prawda Hazz, bo ja mocniej!
- Ja!
- Nie, bo ja!
- Ja i nie kłóć się ze mną! - powiedział Harry biorąc w dłonie twarz chłopaka i delikatnie całując jego usta.
Gdy przerwali pocałunek Louis wyszeptał: 
- A mogę się jeszcze trochę pokłócić?
- Zależy co chcesz w ten sposób osiągnąć Lou?
Wtedy Louis wstał, złapał Harry'ego za rękę i pociągnął za sobą. Resztę wieczoru spędzili w sypialni namiętnie kłócąc się, który z kocha bardziej.

*Następnego ranka* 
- Dzień dobry Hazz. - powiedział Louis z lekko cmoknął chłopaka
- A witam mojego chłopaka. - odarł jeszcze zaspany Harry
- Ej! - krzyknął Lou
- Co?! - zdziwił się Harry
- Wiesz, kocham jak tak do mnie mówisz, czuję się wtedy dla ciebie ważny. - powiedział
- Bo jesteś. - odparł Harry i ponownie pocałował chłopaka
- Mam pomysł jak spędzić dzisiejszy dzień - powiedział chłopak z podejrzanym uśmieszkiem na twarzy - Moglibyśmy odwiedzić twoją rodzinę. Co ty na to? 
- Cóż, to jest dobry pomysł - odpowiedział po chwili namysłu
- To sie ubieraj! - krzyknął z radością Lou. Harry jeszcze nigdy nie znał osoby, która tak po prostu cieszyłaby się z wizyty u rodziców swojego chłopaka. Choć Harry znał Louis'ego nie mógł przyjąć tego do siebie, że jego chłopak cieszy się na spotkanie Anne bardziej niż on.
- Chwila muszę coś jeszcze zrobić. - powiedział z uśmiechem Harry
- Niby co? Leżysz w łóżku. - zakpił Lou
- To - powiedział i rzucił się na Louis'ego, aby go pocałować.
Ubrani i gotowi pojechali do domu Anne. Na miejsce dotarli po godzinie. 
Anne usłyszała dzwonek do drzwi, otworzyła je i pisnęła.
- Harry! Louis! 
- Mamo, możesz ciszej, bo inaczej wszyscy sąsiedzi dowiedzą się, że cię odwiedziłem. - powiedział Harry
- Ty i to twoje irytujące poczucie humoru. Synku po prostu ciesze się, że odwiedziłeś mnie ze swoim przystojnym chłopakiem.
Louis czuł jak krew spływa mu do policzków i robi się czerwony.
- Eh...widzisz mamo, przez ciebie się zaczerwienił - powiedział Harry posyłając drwiący uśmiech w srtonę Louis'ego
- Harry! Przestań! - krzyknął Lou
- Teraz ty krzyczysz? Eh... co ja z wami mam - zaśmiał się Harry
- Dobrze, dobrze wchodźcie wszyscy się ucieszą z waszej wizyty. - zaprosiła do środka Anne
- Wszyscy? - spytał Hazz
- No tak, jest John, Hannah, George, Paul, Elizabeth, Kate, Julia i uwaga jest też Jay
- Moja mama? - zdziwił się Louis
- Czy ja słyszałam głos mojego synka? - dobiegł ich głos z kuchni - Louis kochanie, Harry jak miło się widzieć
Wtedy w drzwiach stanął John.
- Ooo... Jak miło widzieć rodzinnych pedałków - powiedział
- Ciebie też miło widzieć, wujku. - odparł Harry
- John, skończ z tym - upomniała go Anne - Chłopaki własnie szykujemy...
Anne nie zdążyła dokończyć zdania kiedy Louis i Harry zaoferowali jej pomoc. Po przygotowaniu przekąsek całą rodzina usiadła w salonie i rozmawiała o wszystkich.
- Skończył się sok - powiedział Louis - zaraz przyniosę - dodał i wyszedł do kuchni
- Pójdę mu pomogę, bo może nie wiedzieć, w której szafce szukać. - odparł Harry
Louis wlewał sok do dzbanka w chwili, gdy  poczuł ręce oplatające jego biodra i delikatne wargi całujące jego ramię. Silne ramiona pociągnęły go w swoją stronę i chłopak poczuł ciepłe ciało Harry'ego.
- Widzę, że znalazłeś sok. - wyszeptał do jego ucha głos chłopaka
- Tak, znalazłem- wyszeptał Lou
- Yhmmm... - ktoś za nimi głośno chrząknął. - Możecie łaskawie nie pieprzyć się w kuchni Anne pedałki. Zapewne macie dużo innych miejsc na spełnianie swoich gejowskich fantazji erotycznych. Weźcie się od siebie odklejcie, bo nie można na was patrzeć. Nie rozumiem dlaczego Anne i inni tolerują wasz "związek". Takich jak wy to na stos! - wykrzyczał John
- John skończ z tymi wyzwiskami. W ogóle po co tu przyszedłeś? - zapytał wyraźnie wkurzony Harry, cały czas kurczowo trzymając Louis'ego jakby w obawie, że mógłby go ktoś zabrać.
- Żeby sprawdzić czy się nie pieprzycie na ladzie - powiedział drwiąco John i wyszedł
- Hazz, on mnie naprawdę wkurza. Nie wytrzymuję z nim. Od początku naszej wizyty ewidentnie ma coś do naszego związku
Harry pocałował chłopaka po czym powiedział:
- Wytrzymaj godzinkę, a w nocy wszystko ci wynagrodzę - uśmiechnął się znacząco i wyszli z kuchni.
Resztę wieczoru wysłuchiwali nieprzyjemnych komentarzy ze strony John'a. Kiedy natomiast wrócili do domu Harry od razu zabrał się do wynagrodzenia Louis'emu wszystkich przykrości, które usłyszał.

* Dzień po wizycie w domu Harry'ego*
- Harry, chodź szybko! - zawołał przerażonym głosem Louis
- Co się stało kochanie? - przybiegł szybko Harry
- John zamieścił post na facebooku ewidentnie o nas. Słuchaj!
" W średniowieczu mężczyzn o popędach seksualnych skierowanych do innych mężczyzn zabijano lub spalano na stosie jak czarownice, aby się "to" rozszerzało. W tamtych czasach uważano gejostwo  za chorobę mogącą prowadzić do epidemii" - to na pewno skierowane do nas. Wczoraj mówił coś o tym, że spaliłby nas na stosie.
- Lou, kochanie uspokój się. Wiesz jaki jest John. - powiedział ewidentnie wkurzony Harry - Idę do sklepu po bułki i kawę. Czy mój chłopak zechciałby mi towarzyszyć?
- Nie, muszę coś jeszcze zrobić. - odparł z dziwnym uśmiechem Lou
Harry wyszedł z domu, a gdy tylko zniknął za rogiem, Louis wziął kluczyki i postanowił dać "prezent" John'owi. Gdy dojechał na miejsce i stał przed drzwiami, myślał co powie John'owi. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Ooo.. Kogo moje oczy widzą. Otóż to mój jeden z rodzinnych pedałów. Czego chcesz? - zapytał z pogardą John
- Chcę z tobą porozmawiać. - odparł Louis ściskając coś w dłoni
- Jeśli musisz, wejdź. - powiedział John
- Co ma oznaczać twój post - zapytał Louis
- Ma oznaczać moją pogardę wobec gejostwa, a w szczególności pogardę do waszego "związku" - wykrzyczał John prosto w twarz Louis'ego
- Czemu co ci przeszkadza?
- Brzydzę się was. Najchętniej zabiłbym was! - krzyczał coraz głośniej John
- A jeśli mówimy o zabijaniu. - w tym momencie Louis wyciągnął z kieszeni spodni naładowany pistolet i wymierzył do w głowę John'a
- Nie zrobisz tego! - Wyśmiał Lois'ego
- Przykro mi, ale zrobię! - krzyknął i strzelił

* W tym samym momencie*
- Looouis!  Już jestem. Chodź do kuchni zrobię nam śniadanie. Takie jak lubisz. - zawołał Harry zdejmując buty - Loooius!
Hazz wszedł do kuchni i zobaczył kartkę od Louis'ego:
 " Wybacz mi kochanie dłużej tego nie wytrzymam tych przykrych epitetów i komentarzy. Robię to dla ciebie, pamiętaj, że jesteś i zawsze będziesz dla mnie całym światem. Kocham cię Hazz! 
Namiętne buziaczki Louis "
- O nie, John! Lou co ty chcesz zrobić? - krzyknął i szybko sięgnął po kluczyki od drugiego samochodu, pojechał jak najszybciej do domu wujka.
Gdy dotarł na miejsce, wpadł do domu John'a i nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Louis klęczał nad zakrwawionym ciałem John'a, a w ręce trzymał pistolet.
- Lou, co ty zrobiłeś? - mówił przez łzy
- Harry, ja... ja chciałem mieć spokój. Chciałem żyć z tobą u swojego boku. Budząc się i nie przejmując się czy John nie dodał jakiegoś postu o nas.
- Ooo... Lou. - współczuł chłopakowi Harry - Nie wiedziałem, że tak się czujesz - powiedział Harry, ujął w dłonie twarz Louis'ego o zaczął desperacko całować
- Dzwoń na policję i uciekaj. - krzyknął Harry - I to już!
- Ale Harry...
- Nie dyskutuj, dzwoń i uciekaj!
- Dobrze, ale chodź ze mną - rzucił Louis
- Zaraz przyjdę, zatrę tylko ślady winy - odparł Harry ostatni raz całując Louis'ego 
Louis wyszedł, a Harry wcale nie myślał o uciekaniu. Wytarł pistolet i wziął go do ręki. W oddali usłyszał dźwięk syreny policyjnej. Wiedział, że musiał zostać
- Kim pan jest? - spytał jeden z funkcjonariuszy - proszę natychmiast odejść od ciała
Harry odłożył pistolet i odsunął się od John'a. Spuścił głowę i wziął ręce do tyłu. Policjant skuł go w kajdanki i zaprowadził do radiowozu

- Halo Anne! Harry został aresztowany i to wszystko przeze mnie! - krzyczał zdesperowanym i roztrzęsionym głosem  Louis
- Louis, Lou uspokój się i opowiedz mi wszystko od początku
- Miałem dość John'a ciągle mówił coś przeciwko naszemu związkowi i ten jego post, że gejów powinno się zabijać i tak dalej. Dzisiaj rano nie wytrzymałem, kupiłem pistolet i go zabiłem. Hazz kazał mi zadzwonić na policje i uciekać. Nie chciałem, ale on mnie zmusił. Anne czuję się fatalnie. Co mam zrobić? - szlochał do słuchawki telefonu
- Czekaj na mnie i Jay w waszym wspólnym domu. Zaraz tam będziemy. Jasne?
- Tak, czekam - odparł

* Około 45 minut później*
- Dobrze Louis rozumiemy twoje zachowanie - powiedziała Anne
- Lou, kochanie zrozum, że Harry zrobił to by cię bronić. On to zrobił z miłości do ciebie - dodała Jay
- Ale to i tak mnie nie usprawiedliwia. To ja powinienem być tam, to ja powinienem składać zeznania. To ja... - mówił zrozpaczony Louis - mamo, Anne ja muszę go zobaczyć, zapytać czemu to zrobił, po co?
- Dobrze Louis, zamówię taksówkę- - powiedziała zrezygnowana Jay
Po kilku godzinach czekania na pozwolenie odwiedzin. Lou mógł się spotkać z Harry'm i zadać mu wszystkie pytania, które go dręczyły
- Hazz, kochanie - krzyczał Lou biegnąc w stronę Harry'ego
Harry patrzył mu głęboko w oczy, a potem całowali się na oczach strażnika.
- Siadaj - powiedział Harry
- Harry powiesz mi czemu to zrobiłeś? - zapytał ze łzami w oczach Louis
- Bo cię kocham i nigdy nie pozwoliłbym  ci być w więzieniu - odparł
- A jeśli ja mam tak samo? - spytał Lou
- Nie masz, bo ja cię kocham bardziej - odparł z uśmiechem Harry
- Nie, bo ja! - kłócił się Lou
- Ja!
- Hazz, wiesz do czego poprowadziła nasza ostatnia kłótnia na temat, który z nas kocha bardziej. Cóż wydaje mi się, ze przy strażniku tego nie zrobimy. - zaśmiał się chłopak
- A czemu nie? - spytał Harry z udawanym smutkiem
- Wstydzem siem! - odparł śmiesznym c\głosem Louis po czym zaczęli się śmiać.
 Po dwóch tygodniach odbyła się rozprawa sądowa. Harry został uniewinniony pod pretekstem usilnej obrony swojej orientacji jak i swojej miłości. Lou i Harry nigdy więcej nikogo nie zabili, gdyż obiecali sobie, że nigdy więcej nie rozłączą się na tak długo.
___________________________________________
Hej! Oto moja druga próba zmontowania jakiegoś ludzkiego one shota. Moja współautorka bloga uważa iż jest on strasznie przesłodzony -.-, ale cóż... może się nie nadaje do tego... ale staram się xD. Czas mam xD, bo jak na razie grypa bostońska czy cuś mnie zaatakowało ;p.. gdyby nie wena już dawno byłby spam na blogu. Na końcu oczywiście nagięłam prawo Polskie i zagraniczne, ale... Mam nadzieję, że nie będzie się wam "słodycz wylewać uszami" po tym one shocie ;D. 
Kisses ;**


piątek, 8 listopada 2013

Rodział 1: "Forget the past"

Union J - Beethoven

*Oczami Louis'ego*
     Dzień przed przyjazdem Harry'ego spędziłem na pakowaniu się na jezioro. Postanowiłem, że pojedziemy na wakacje z moimi przyjaciółmi, choćbym miał  zmusić go do tego siłą. Skończyłem, gdy zaczęło się ściemniać. Zapiąłem ostatnią torbę i poszedłem pod prysznic. Następnie położyłem się  do łóżka i po kilku minutach usnąłem. Następnego dnia obudziłem się koło południa, a i tak byłem niewyspany. Zszedłem do kuchni na śniadanie, jakim okazały się naleśniki zrobione przez mamę. Zjadłem szybko śniadanie i poszedłem do swojego pokoju, by się ubrać. Postanowiłem na klasyczny look: moje czerwone, ukochane rurki, koszulka w bordowo-białe paski i dżinsową kurtkę z wyciętymi rękawami. Gdy kończyłem układać fryzurę usłyszałem dzwonek do drzwi, a potem jakieś rozmowy. Pobiegłem na dół, by sprawdzić kto nas odwiedził, całkowicie zapominając o dzisiejszym przyjeździe Harry'ego. Skierowałem się do przedpokoju, a tam ujrzałem moich rodziców i... Chłopaka z lokami na głowie i zielonymi oczami, ubranego w czarne rurki, biały T-shirt i granatową marynarkę. Harry jakby... wydoroślał... i wyprzystojniał. Rok temu wyglądał niczym bezbronny dzieciak w dżinsach i bluzie. Nagle przyszło mi do głowy, by poudawać przed rodzicami jak to my się lubimy. Harry chyba pomyślał o tym samym, bo podszedł do mnie i wyciągnął ręce w moim kierunku w celu przytulenia mnie. Podszedłem bliżej niego ze sztucznym uśmiechem na ustach i wtuliłem się w niego
- Witaj, pedałku. Tęskniłeś? - wyszeptał mi do ucha, owiewając je gorącym powietrzem, na co mnie przeszedł dreszcz.
- Zamknij się, idioto. - warknąłem cicho
- Wystarczy tych przytulasów, chłopcy. - powiedziała moja mama
- Louis, przecież jeszcze przedwczoraj mówiłeś, że nie lubisz Harry'ego - dodał tata
- Jakoś mi już przeszło. - uśmiechnąłem się sztucznie. - Chodź, Harry. Pokaże ci twój pokój. - powiedziałem, siląc się na uprzejmy ton.
- Ok. - mruknął Harry
Poszliśmy razem na górę i zaprowadziłem lokatego do pokoju gościnnego.
Ej, mam pytanie. - powiedziałem już normalnym głosem - Bo moi przyjaciele wyjeżdżają dziś do domku letniskowego jednego z nich i pytali czy nie pojechalibyśmy razem z nimi.
- Dobra. Może być. To chyba lepsze niż siedzenie w domu pod okiem twoich starych. - wybełkotał Hazz
- OK. To ja do nich zadzwonię, a ty się nie rozpakowuj, bo zaraz po nas będą.
Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do mojej garderoby, gdzie zostawiłem dziś rano mój telefon. Znalazłem numer Liama i napisałem mu. że ja i Harry jedziemy z nimi. Odpisał mi po około 2 minutach, że się cieszy i że będą za dwie godziny. Postanowiłem, że odwiedzę Amandę i sprawdzę czy już się spakowała. Nałożyłem trampki i zszedłem na dół. Tam natknąłem się na tatę.
- Gdzie się wybierasz? A Harry gdzie? - zapytał ciekawski głosem
- Do Amandy. Harry na górze, siedzi w pokoju - odpowiedziałem krótko. - Ach, i zgodził się, więc za 2 godziny przyjadą po nas moi kumple i jedziemy. - dodałem
- Czyli tak po prostu zostawiasz naszego gościa i idziesz do koleżanki?? Marsz po Harry'ego, albo nigdzie nie wychodzisz! - tata się zdenerwował
- Och, Boże... Co ja? Jego niańka? - zapytałem wkurzony, że nie mogę się bez niego ruszyć na krok.
- Nie, ale to nasz gość? - warknął ojciec.
Postanowiłem, że odpuszczę, bo tylko traciłem czas. Wróciłem na górę skierowałem się do pokoju Hazzy. Zapukałem lekko do drzwi, ale nikt nie odpowiedział, więc postanowiłem wejść. Uchyliłem drzwi i niepewnym krokiem wszedłem do środka. Wydawało mi się, że nikogo nie ma w pokoju, ale ujrzałem Stylesa koło komody. Chyba właśnie się przebierał, bo zatrzymał się w pół ruchu z do połowy zdjętą koszulką. Niezrażony moją obecnością  zdjął ją całkiem i zaczął szukać czegoś w swojej walizce. Gdy zobaczyłem jego umięśnioną klatkę piersiową, zaschło mi w gardle, a ręce zaczęły mi się pocić. Dlaczego on tak na mnie działa? OK, jestem gejem, ale bez przesady, on mi się nie podoba... Kogo ja oszukuję?? Styles mi się cholernie podoba, i to już od naszego pierwszego spotkania, ale nic więcej. Zarumieniłem się, gdy dostrzegłem, że Harry od kilku sekund wpatruję się we mnie z tym wrednym, kpiącym uśmieszkiem na twarzy.
- Na sam mój widok ci staje? - zaśmiał się ironicznie Style, po czym zagwizdał i spojrzał na moje spodnie w których postało niewielkie wybrzuszenie. Zarumieniłem się jeszcze bardziej i wlepiłem wzrok w podłogę.
 - Kurwa mać, Styles, zamknij jadaczkę
! Wcale nie chciałem tu wchodzić, ojciec mi kazał, a to że zobaczyłem cię bez koszulki to czysty przypadek! - zdobyłem się na odwagę i wykrzyczałem mu w twarz moją wersję wydarzeń.
- I pewnie to, że jesteś twardy też jest przypadkiem. - prychnął i uniósł do góry jedną brew
- Oj, weź skończ pieprzyć! - krzyknąłem oburzony
- Nie mów o pieprzeniu, gdy masz na mnie ochotę, bo zaczynam się ciebie bać! - powiedział ze sztucznym strachem i odrazą wypisaną na twarzy.
- Wcale nie mam na ciebie ochoty! Jesteś żałosny, Styles! - kilkoma złośliwymi komentarzami doprowadził mnie do szału.
- Kogo próbujesz oszukać?! - zapytał retorycznie rozbawiony Styles - Jesteś pedałem... Ja to wiem i ty to wiesz... - powiedział już trochę spokojniej
- A co ty możesz wiedzieć? - prychnąłem - Wcale nie jestem gejem, a nawet jeślibym był to nie twój interes, popaprańcu! - próbowałem jakoś ukryć swoją orientację, by uniknąć kolejnych zgryźliwych komentarzy Harry'ego.
- Nie udaj! Chciałbyś mnie posunąć tu i teraz, ale wiesz, że nie masz u mnie szans, bo jestem 100% hetero.
- Dobra, weź już skończ, bo przynudzasz! Ja wiem lepiej czego chcę, więc nie wmawiaj mi tych bzdur! " Niech on się zamknie, bo zaraz nie wytrzymam i uduszę go gołymi rękami" - pomyślałem
- Bla, bla, bla... Ja wiem swoje, ty wiesz swoje... A przynajmniej myślisz, że to wiesz. A teraz , po co tu przylazłeś? - chyba Styles się uspokoił, bo zmienił temat, ufff. Zaraz bym się przyznał, bo miałem już dość jego krzyków.
- Idę do mojej przyjaciółki, a ojciec stwierdził, że nie mogę cię zostawić samego - wybełkotałem, znudzony
- Który hetero chłopak ma przyjaciółki? - zapytał Styles, próbując mnie wkurzyć - Mówiłem... Geeej! - wymruczał Harry
- Oj, zamknij się. I radzę ci się pośpieszyć, bo za 1,5 godziny przyjedzie po nas Liam.
Wyszliśmy z pokoju i w holu założyliśmy bluzy, a następnie skierowaliśmy się do domu obok. Otworzyła nam Amanda.

************
Heeej, Wszystkim! Sorry, że tak długo nic nie dodawałam, ale brak czasu i weny robi swoje... ;c Oto  jest nieszczęsna jedyneczka xD . Jak pisałam o tej kłótni Larry'ego nie mogłam powstrzymać śmiechu ;D. Wiem, że rozdział do dupy, ale chciałam coś w końcu dodać, bo od mojego ostatniego shota nic nie dodałam, a że ten rozdział miałam napisany to go wstawiłam. Nie wiem kiedy pojawi się rozdział 2, bo z moją weną marnie. W zanadrzu mam jeszcze dwa shoty, które niedługo opublikuję i nadal próbuję napisać drugą część "Your eyes... irresistible", ale marnie mi to idzie. Piosenka nie pasuje, ale ją kocham i jakoś tak :). Proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje do dalszego pisania! I nie chcę kilku kom od jednej osoby... KOMENTUJCIE, Proszę <333
Enjoy! ;*