*** Perspektywa Louis'ego ***
- Pierwszy raz widziałem na twarzy Harry'ego uśmiech. Te jego dołeczki i intensywnie szmaragdowe oczy będą mi się śniły po nocach. Jego oczy były takie tajemnicze, a zarazem ciepłe i sympatyczne, a widoczne iskierki szczęścia rozbłyskiwały pomiędzy tą zielenią jak lampki. Czy to możliwe, czy to ja sprawiłem, że się uśmiecha? Czy to faktycznie się dzieje? Czy on mnie lubi, a może mu się podobam? Czy ja mam obsesję? - zaśmiałem się ze swoich myśli i podążyłem za Harry'm w kierunku kuchni. W duchu czułem strach, ale też i podniecenie. Nie mogłem pojąć co chłopak w lokach robi z moim umysłem.- Wyznam mu prawdę. - stwierdziłem
- Jaka prawdę? - zapytał Harry
- Co?! - zdziwiłem się, przecież ja nie mówiłem
- Yyy ładna para. prawda? - zmieszał się loczek
- Eee.. tak, myślałem, że powiedziała, a zresztą... - westchnąłem, w mojej głowie była jedna wielka pustka, pewnie mi się przesłyszało.
*** Perspektywa Harry'ego*** * W tym samym momencie*
- Louis, gdybyś tylko wiedział jak bardzo doprowadzasz mnie do obłędu, twój zapach, twoje oczy i twoje myśli. Chcesz mi wyznać prawdę, miłość, ale nie wiesz, że ja chcę zrobić to samo. Zaskoczę cie tym wiem, ale muszę to zrobić. Za bardzo kusi mnie widok twojej miny.
- To teraz mów mi wszystko, dlaczego wtedy tak szybko wyszedłeś, dlaczego się nie odzywałeś? - powiedziałeś, a ja pomimo, że nie mogłem czułem dreszcze na swoim ciele
- Jest mi to ciężko wytłumaczyć. Cóż, nie mogłem dłużej z tobą wytrzymać. - znieruchomiałeś - Nie mogłem znieść tej pokusą, którą jesteś Ty, Louis. - wiedziałem, twoja mina była bezcenna. Byłeś w totalnym szoku. - Twoje piękne lazurowe oczy i usta proszące się o pocałunek. - kontynuowałem - Nie mogłem znieść twojego zapachu, za którym poszedłbym na koniec świata, a myśl że nie mogę cię objąć i zamknąć w swoim uścisku, zabijała mnie. Więc dopóki nie byłem pewny czy czujesz coś do mnie, nie chciałem niczego ci wyznawać. Pomimo mojego wieku boję się odrzucenia. Nadal nie wiem czy nie porywam się z siekierą na księżyc, ale nie mogę tak dłużej. - mówiłem, choć dobrze wiedziałem, że mnie kochasz
- Harry...- jąkałeś się, to było urocze - Ja czuję dokładnie to samo. Harry... Od kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem w szkole, opłynąłem. Cały czas myślałem o tobie, twoich oczach, a od dzisiejszej kolacji rozmyślam tylko i wyłącznie o twoim pięknym uśmiechu. - wyznałeś
- Wiem, ale akurat mojego uśmiechu nie lubię. - powiedziałem
- Hazz, nie rób tego. - powiedziałeś - Pozwól mi oglądać twój uśmiech i te piękne dołeczki.
- To właśnie przez nie nienawidzę się uśmiechać. - powiedziałem i chciałem zakryć dłonią twarz, ale ty mnie powstrzymałeś. Wziąłeś moją dłoń i ścisnąłeś. Staliśmy tak, wpatrując się w swoje oczy. Nasze oddechy się mieszały, a serca biły w jednym rytmie(przynajmniej tak to wyglądało).
- Ej.. Czy ty właśnie nazwałeś mnie Hazz? - zapytałem, gdy uświadomiłem sobie jakie zdrobnienie mi wymyśliłeś
- Eee.. no bo Harry - Hazz. Myślałem... - jąkałeś się i czerwieniłeś
- To słodkie. Louis? Mogę? - zapytałem patrząc na twoje wargi
- Musisz. - powiedziałeś.
Przysunąłeś się do mnie i musnąłeś moje wargi. Wreszcie to się stało. Całowaliśmy się. Nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, ale był delikatny. Całowałeś mnie jak bym był najważniejsza rzeczą w twoim życiu. Nie chciałem przerywać tej pięknej chwili, ale wiedziałem, że tobie może zabraknąć powietrza.
- Hazz, obiecaj mi coś. - powiedziałeś znów używając nowego zdrobnienia.
- Zależy o co prosisz?
- Obiecaj mi, że nigdy więcej nie będziesz ukrywał przede mną swoich uroczych dołeczków! - powiedziałeś, a nawet wykrzyknąłeś
- Oo.. nie! Tego nie obiecuję.. Nienawidzę moich dołeczków. To jest moje przekleństwo.
- Dlaczego? One są piękne. - mówiłeś to z takim przekonaniem
- Dlatego, że od kiedy pamiętam każdy zakochiwał się we mnie tylko ze względu na moje dołeczki. Jak byłem jeszcze młodszy to miałem taką dziewczynę. Miała na imię Taylor. Była blondynką, bardzo lubianą, więc jak tylko zapytała mnie czy chcę być jej chłopakiem, zgodziłem się. Ale tak samo szybko jak się zgodziłem, tak samo szybko pożałowałem swojej decyzji. Jak tylko wchodziliśmy na teren szkoły( bo zazwyczaj robiliśmy to razem) ona do wszystkich mówiła 'mój chłopak ma dołeczki', a gdy jej koleżanki to usłyszały, kazały mi się uśmiechać. Czasami chciałem sobie ten uśmiech przykleić do twarzy, bo męczyło mnie ciągłe uśmiechanie się. Nienawidziłem jej za to. Ale koniec opowieści o moim życiu. Nie będę się uśmiechał i już!
- Harry... Ale tak tylko dla mnie. - zrobiłeś minkę jak kot ze Shreka, a moje kąciki ust same powędrowały do góry
- Wiesz, że to jest wykorzystywanie. Ja przed chwilą wyznałem ci miłość, a ty już takie coś. Nie spodziewałem się tego po tobie. - odparłem
- A wolisz taką minę - powiedziałeś i zrobiłeś najgłupszą minę na świecie. Nie mogłem się oprzeć. Rozwaliłeś mnie. Zacząłem się śmiać jak głupi.
- Aaaa... Są dołeczki! Aaaa! Udało się! Udało. Jestem zwycięzcą! - krzyczałeś, a ja śmiałem się jeszcze bardziej
- Eh.. w kim ja się zakochałem? - powiedziałem
- We mnie! - krzyknąłeś i pocałowałeś mnie w policzek
- Ehh... Czemu ja zadaję takie głupie pytania? - zaśmiałeś się - A mogę prosić jeszcze jednego całusa w policzek?
- Ah.. tak. - i znów mnie pocałowałeś - Chcesz kontynuować moją wojnę z tobą o twoje dołeczki czy idziemy do Niallera i Laury.
To ja zdecydowanie wolę wrócić do zakochańców. - powiedziałem i pociągnąłem cię do salonu
- No jak chcesz, ale na pewno? - powiedziałeś do mnie z wyraźnie udawanym smutkiem
- Tak nie chcę nawet myśleć co głupiego wymyślisz, aby ujrzeć moje przeklęte dołeczki. - zadrwiłem
- Żałuj. - powiedziałeś z zadziornym uśmieszkiem i podążyliśmy do salonu
- Moi drodzy nie chcę - przerwał Harry - Aczkolwiek muszę was poinformować, iż będziecie zmuszeni się rozdzielić. No chyba, że już od dzisiaj macie zamiar dzielić wspólnie łoże. - zadrwił
- Harry! Przestań! - zbulwersował się blondynek - Będę myślał o tobie, całą noc i cały jutrzejszy poranek oraz cały czas dopóki znowu cię nie zobaczę. Kocham cię - zwrócił się do Laury
- Ja ciebie też, głodomorku. - powiedziała i pocałowała chłopaka w czoło
- No dobra Romeo, koniec tego dobrego, nakładaj buty i wychodzimy. - powiedział Harry podchodząc do Louis'ego - Ja tez będę myślał o tobie całą noc. - wyszeptał mu do ucha, a Louis się zarumienił - Cześć!
- Cześć - krzyknęła do niego Laura
- Pa, Harry- odparł Lou
Gdy goście już wyszli, Laura popatrzyła znacząco na Louis'ego.
- Zapewne jak się domyślam chcesz dzisiaj u mnie spać, a noc spędzić na gadaniu o Horanie? - powiedział Lou
- Ty na pewno znasz mnie 3 miesiące? - zadrwiła Laura - Tak, chcę, a masz może cappuccino?
- Czekoladowe, waniliowe, orzechowe czy karmelowe? - spytał Tommo
- I ty się dziwisz skąd wiedziałam, że jesteś gejem. -zaśmiała się
- Dobra idź na górę i weź sobie coś z mojej szafy. Po tym winie zaczynasz całkowicie majaczyć.
- A właśnie masz jeszcze jedną butelkę. Jeśli tak to weź. Przyda się coś do tego cappuccino.
- Laura, idź już! - powiedział Louis zalewając filiżanki wodą.
Tej nocy ani Harry, ani Louis nie miał łatwo. Laura ciągle gadała o Niallu, a Niall ciągle mówił o Laurze. Jednak Harry myślał tylko o Louis'm, a Louis myślał tylko o Harry'm.
_____________________________________
Witajcie! To ja xD i kolejny rozdział. Niestety Rose to nie ten rozdział, w którym wszystko co było niezrozumiałe w poprzednim, się wyjaśni. Ale już niedługo zrozumiesz o co mi chodziło. Życze wam miłego czytania i proszę o komentarze ^_^.
Enjoy xD
