Dzień jak każdy. Louis szedł na wykłady, wracał , opiekował się swoim rodzeństwem, które bronił jak tylko mógł przed swoim jak zwykle pijanym ojcem. Chłopak był bardzo dojrzały, jednak coraz częściej brakowało mu matki. Jego mama zmarła 3 lata temu czyli rok po urodzeniu Oscara - najmłodszego z rodzeństwa. Louis mimo iż był bardzo samodzielny brakowało mu osoby, która by mu pomagała, doradzała lub po prostu była przy nim. W momencie gdy jego ojciec przychodził do domu pijany świat Louis'ego całkowicie się walił, bo przecież ile razy można słuchać, że jest się: bezużytecznym gówniarzem, śmieciem, kimś kto dawno powinien umrzeć. Miał tego dość, ale nie mógł nić dopóki nie skończy 18 lat, ponieważ on i jego kochane rodzeństwo mogą trafić do domu dziecka. Nie chciał tego tak samo jak dzieciaki więc starał się zapewnić im jak najlepsze warunki. Jego rodzeństwo było dla niego "całym światem".
Jak zwykle ojciec Louis'ego przyszedł do domu pijany, chwiejąc się to w prawo, to w lewo. Chłopak kazał pójść maluchom do jego pokoju. Sam tez po chwili do nich dołączył, ale nie było mu dane spędzić ten wieczór z dala od kłótni. Po chwili usłyszał krzyk pijanego ojca:
- Gdzie jesteś śmieciu?!(chwila ciszy) Może byś wyszedł jak cię ojciec woła.
Chłopak uspokoił swoje młodsze rodzeństwo, zacisnął zęby i poszedł do ojca.
- Czego chcesz? - powiedział z wyraźnie niezadowoloną miną na widok ojca
- Może trochę grzeczniej szczeniaku niewydarzony. Mówisz do taty. - odparł
- Na słowo "tata" trzeba sobie zasłużyć, a ty na nie nie zasługujesz od kiedy mama nie żyje - powiedział Louis ze łzami w oczach.
Ojciec Louis'ego wściekł się, zamachnął i uderzył chłopaka w twarz. Jego policzek natychmiast zrobił się czerwony. Louis wybiegł z pokoju powiedział maluchom, aby zamknęli drzwi i nie otwierali dopóki nie przyjdzie po czym wziął kurtkę i wyszedł.
Na zewnątrz było już ciemno i chłodno. Louis nałożył kurtkę i poszedł przed siebie. Szedł tą samą trasą co zwykle, gdy był zdenerwowany bądź uderzony przez ojca. Wychodził się przejść i czekał aż opadną emocje.
Kiedy Louis tak spacerował zza rogu wpadł na niego bardzo przystojny chłopak. Gdy wpadł w Louis'ego, wywrócił się na niego. Po chwili Harry podniósł wzrok, zobaczył chłopaka i zaniemówił, a wtedy ich spojrzenia się spotkały. W ich oczach pojawiły się dwa płomyki szczęścia i "coś" czego żaden z nich nie mógł wytłumaczyć. Harry podniósł się szybko i przeprosił. Chłopak speszył się, stał i patrzył w lazurowe oczy Louis'ego. Wtedy Louis odezwał się:
- Co się stało?
- Wpadłem w ciebie. - Harry popatrzył na niego z zadziornym uśmiechem.
- No tak. Jestem Louis- chłopak, który ma całe spodnie w błocie. - odparł podając Harry'emu dłoń i śmiejąc się od ucha do ucha.
- Ooo... Miło mi cie poznać. - zaśmiał się - Ja jestem Harry - chłopak, który wepchnął cię w to błoto.
Zaczęli się śmiać. Nagle Louis spojrzał w szmaragdowe oczy Harry'ego i zrozumiał, że nic więcej mu nie potrzeba.
- Słuchaj mieszkam tutaj obok. Chodź ze mną pożyczę ci jakieś czyste i suche spodnie. - odparł poważny już Harry
- Dobry pomysł, ale mam jeden warunek. - powiedział zadziornie Louis
- Jaki?! - powiedział prawie krzycząc Harry
- Spokojnie . Musisz mi tylko postawić dobra kawę. - odparł Lou
Harry zaczął się śmiać, szturchnął Louis'ego za ramię i poszli w stronę bloku. Harry mieszkał dosłownie za rogiem. Chłopak wskazał drzwi swojego mieszkania i rzekł:
- Zapraszam do mojej rezydencji.
- Bardzo dziękuję. - odparł Louis z uśmiechem
Weszli do mieszkania chłopaka.. Louis zaczął się rozglądać po nowocześnie urządzonym mieszkaniu. Ściany były popielatego koloru zaś meble i dodatki białego. Jednym słowem czysta elegancja. Louis pierwszy raz widział tak pięknie urządzony dom.
- Trzymaj. Powinny na ciebie pasować. - Powiedział Harry i podał chłopakowi spodnie.
- Dzięki pasują. - odparł - To jest twój dom?
- Tak. - odparł Harry
- Nie wierzę.
- To uwierz. Masz tu swój warunek (czyli gorąca kawa wspomniana wcześniej). - zaśmiał się dżwięcznie Hazz.
- Dzięki. Dziwne, zmarzłem. - odparł z niedowierzaniem Louis
- Siadaj, napij się kawy. Tu masz koc, okryj się nim. - powiedział Harry siadając obok Louis'ego
Chłopak spojrzał głęboko w jego lazurowe oczy i spytał:
- A czemu to się kręci po nocy uliczką z jedną działającą latarnią.
- Zawsze tamtędy chodzę, kiedy jestem zdenerwowany. - odparł poważnie popijając gorącą kawę
- Zdenerwowany? Co się stało? - spytał Harry
Louis początkowo nie wiedział czy może zaufać Harry'emu. Nie wiedział czy powiedzieć mu prawdę czy może wyjść i zostawić to bez dalszej rozmowy. W pokoju panowała dźwięczna cisza. Lou postanowił zaufać Harry'emu
- Mój tata jest alkoholikiem. Jest mi z tym ciężko. Moja mama nie żyje, a ja mam jeszcze trójkę młodszego rodzeństwa. - powiedział Lou ze łzami w oczach, jednak poczuł się lżej jakby ktoś zdjął mu kamień z serca.
- Alkoholikiem?
- Tak. Załamał się po śmierci mamy i od tego czasu pije.
Harry spojrzał jeszcze raz głęboko w oczy chłopakowi, przybliżył się do niego i złożył namiętny pocałunek na jego ustach. Louis był strasznie zdziwiony. Harry poderwał się do góry i rzekł:
- Nie powinienem tego robić. Przepraszam. Zrozumiem jeśli stąd wyjdziesz.
Louis nie wyszedł. Pociągnął chłopaka za rękę i teraz to on zaczął go namiętnie całować po czym na chwilę przestał i odparł
- Miałem nadzieję, że to zrobisz. Podejrzewałem, że jesteś taki jak ja.
Całą noc spędzili na pocałunkach oraz wtuleni w siebie, a resztę dopiszcie sobie sami...
****************************************
Hejooo! Przepraszam że tak długo nic nie dodawałyśmy. Oto mój nowy i pierwszy one shocik. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Piosenka oczywiście nie jest idealnie dopasowana do tematu one shot'a, ale może wybaczycie ;D
Kisses ;**