Opis: Harry i Louis są parą od dwóch miesięcy. Cała rodzina zaakceptowała ich związek, ale jeden wujek (John) strasznie uprzykrza im życie.
- Harry?
- Tak, kotku?
- Wiesz, że cię kocham i zrobiłbym dla ciebie wszystko?
- Tak Lou, wiem, że mnie kochasz, ale ja ciebie mocniej!
- Nie prawda Hazz, bo ja mocniej!
- Ja!
- Nie, bo ja!
- Ja i nie kłóć się ze mną! - powiedział Harry biorąc w dłonie twarz chłopaka i delikatnie całując jego usta.
Gdy przerwali pocałunek Louis wyszeptał:
- A mogę się jeszcze trochę pokłócić?
- Zależy co chcesz w ten sposób osiągnąć Lou?
Wtedy Louis wstał, złapał Harry'ego za rękę i pociągnął za sobą. Resztę wieczoru spędzili w sypialni namiętnie kłócąc się, który z kocha bardziej.
*Następnego ranka*
- Dzień dobry Hazz. - powiedział Louis z lekko cmoknął chłopaka
- A witam mojego chłopaka. - odarł jeszcze zaspany Harry
- Ej! - krzyknął Lou
- Co?! - zdziwił się Harry
- Wiesz, kocham jak tak do mnie mówisz, czuję się wtedy dla ciebie ważny. - powiedział
- Bo jesteś. - odparł Harry i ponownie pocałował chłopaka
- Mam pomysł jak spędzić dzisiejszy dzień - powiedział chłopak z podejrzanym uśmieszkiem na twarzy - Moglibyśmy odwiedzić twoją rodzinę. Co ty na to?
- Cóż, to jest dobry pomysł - odpowiedział po chwili namysłu
- To sie ubieraj! - krzyknął z radością Lou. Harry jeszcze nigdy nie znał osoby, która tak po prostu cieszyłaby się z wizyty u rodziców swojego chłopaka. Choć Harry znał Louis'ego nie mógł przyjąć tego do siebie, że jego chłopak cieszy się na spotkanie Anne bardziej niż on.
- Chwila muszę coś jeszcze zrobić. - powiedział z uśmiechem Harry
- Niby co? Leżysz w łóżku. - zakpił Lou
- To - powiedział i rzucił się na Louis'ego, aby go pocałować.
Ubrani i gotowi pojechali do domu Anne. Na miejsce dotarli po godzinie.
Anne usłyszała dzwonek do drzwi, otworzyła je i pisnęła.
- Harry! Louis!
- Mamo, możesz ciszej, bo inaczej wszyscy sąsiedzi dowiedzą się, że cię odwiedziłem. - powiedział Harry
- Ty i to twoje irytujące poczucie humoru. Synku po prostu ciesze się, że odwiedziłeś mnie ze swoim przystojnym chłopakiem.
Louis czuł jak krew spływa mu do policzków i robi się czerwony.
- Eh...widzisz mamo, przez ciebie się zaczerwienił - powiedział Harry posyłając drwiący uśmiech w srtonę Louis'ego
- Harry! Przestań! - krzyknął Lou
- Teraz ty krzyczysz? Eh... co ja z wami mam - zaśmiał się Harry
- Dobrze, dobrze wchodźcie wszyscy się ucieszą z waszej wizyty. - zaprosiła do środka Anne
- Wszyscy? - spytał Hazz
- No tak, jest John, Hannah, George, Paul, Elizabeth, Kate, Julia i uwaga jest też Jay
- Moja mama? - zdziwił się Louis
- Czy ja słyszałam głos mojego synka? - dobiegł ich głos z kuchni - Louis kochanie, Harry jak miło się widzieć
Wtedy w drzwiach stanął John.
- Ooo... Jak miło widzieć rodzinnych pedałków - powiedział
- Ciebie też miło widzieć, wujku. - odparł Harry
- John, skończ z tym - upomniała go Anne - Chłopaki własnie szykujemy...
Anne nie zdążyła dokończyć zdania kiedy Louis i Harry zaoferowali jej pomoc. Po przygotowaniu przekąsek całą rodzina usiadła w salonie i rozmawiała o wszystkich.
- Skończył się sok - powiedział Louis - zaraz przyniosę - dodał i wyszedł do kuchni
- Pójdę mu pomogę, bo może nie wiedzieć, w której szafce szukać. - odparł Harry
Louis wlewał sok do dzbanka w chwili, gdy poczuł ręce oplatające jego biodra i delikatne wargi całujące jego ramię. Silne ramiona pociągnęły go w swoją stronę i chłopak poczuł ciepłe ciało Harry'ego.
- Widzę, że znalazłeś sok. - wyszeptał do jego ucha głos chłopaka
- Tak, znalazłem- wyszeptał Lou
- Yhmmm... - ktoś za nimi głośno chrząknął. - Możecie łaskawie nie pieprzyć się w kuchni Anne pedałki. Zapewne macie dużo innych miejsc na spełnianie swoich gejowskich fantazji erotycznych. Weźcie się od siebie odklejcie, bo nie można na was patrzeć. Nie rozumiem dlaczego Anne i inni tolerują wasz "związek". Takich jak wy to na stos! - wykrzyczał John
- John skończ z tymi wyzwiskami. W ogóle po co tu przyszedłeś? - zapytał wyraźnie wkurzony Harry, cały czas kurczowo trzymając Louis'ego jakby w obawie, że mógłby go ktoś zabrać.
- Żeby sprawdzić czy się nie pieprzycie na ladzie - powiedział drwiąco John i wyszedł
- Hazz, on mnie naprawdę wkurza. Nie wytrzymuję z nim. Od początku naszej wizyty ewidentnie ma coś do naszego związku
Harry pocałował chłopaka po czym powiedział:
- Wytrzymaj godzinkę, a w nocy wszystko ci wynagrodzę - uśmiechnął się znacząco i wyszli z kuchni.
Resztę wieczoru wysłuchiwali nieprzyjemnych komentarzy ze strony John'a. Kiedy natomiast wrócili do domu Harry od razu zabrał się do wynagrodzenia Louis'emu wszystkich przykrości, które usłyszał.
* Dzień po wizycie w domu Harry'ego*
- Harry, chodź szybko! - zawołał przerażonym głosem Louis
- Co się stało kochanie? - przybiegł szybko Harry
- John zamieścił post na facebooku ewidentnie o nas. Słuchaj!
" W średniowieczu mężczyzn o popędach seksualnych skierowanych do innych mężczyzn zabijano lub spalano na stosie jak czarownice, aby się "to" rozszerzało. W tamtych czasach uważano gejostwo za chorobę mogącą prowadzić do epidemii" - to na pewno skierowane do nas. Wczoraj mówił coś o tym, że spaliłby nas na stosie.
- Lou, kochanie uspokój się. Wiesz jaki jest John. - powiedział ewidentnie wkurzony Harry - Idę do sklepu po bułki i kawę. Czy mój chłopak zechciałby mi towarzyszyć?
- Nie, muszę coś jeszcze zrobić. - odparł z dziwnym uśmiechem Lou
Harry wyszedł z domu, a gdy tylko zniknął za rogiem, Louis wziął kluczyki i postanowił dać "prezent" John'owi. Gdy dojechał na miejsce i stał przed drzwiami, myślał co powie John'owi. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Ooo.. Kogo moje oczy widzą. Otóż to mój jeden z rodzinnych pedałów. Czego chcesz? - zapytał z pogardą John
- Chcę z tobą porozmawiać. - odparł Louis ściskając coś w dłoni
- Jeśli musisz, wejdź. - powiedział John
- Co ma oznaczać twój post - zapytał Louis
- Ma oznaczać moją pogardę wobec gejostwa, a w szczególności pogardę do waszego "związku" - wykrzyczał John prosto w twarz Louis'ego
- Czemu co ci przeszkadza?
- Brzydzę się was. Najchętniej zabiłbym was! - krzyczał coraz głośniej John
- A jeśli mówimy o zabijaniu. - w tym momencie Louis wyciągnął z kieszeni spodni naładowany pistolet i wymierzył do w głowę John'a
- Nie zrobisz tego! - Wyśmiał Lois'ego
- Przykro mi, ale zrobię! - krzyknął i strzelił
* W tym samym momencie*
- Looouis! Już jestem. Chodź do kuchni zrobię nam śniadanie. Takie jak lubisz. - zawołał Harry zdejmując buty - Loooius!
Hazz wszedł do kuchni i zobaczył kartkę od Louis'ego:
" Wybacz mi kochanie dłużej tego nie wytrzymam tych przykrych epitetów i komentarzy. Robię to dla ciebie, pamiętaj, że jesteś i zawsze będziesz dla mnie całym światem. Kocham cię Hazz!
- Teraz ty krzyczysz? Eh... co ja z wami mam - zaśmiał się Harry
- Dobrze, dobrze wchodźcie wszyscy się ucieszą z waszej wizyty. - zaprosiła do środka Anne
- Wszyscy? - spytał Hazz
- No tak, jest John, Hannah, George, Paul, Elizabeth, Kate, Julia i uwaga jest też Jay
- Moja mama? - zdziwił się Louis
- Czy ja słyszałam głos mojego synka? - dobiegł ich głos z kuchni - Louis kochanie, Harry jak miło się widzieć
Wtedy w drzwiach stanął John.
- Ooo... Jak miło widzieć rodzinnych pedałków - powiedział
- Ciebie też miło widzieć, wujku. - odparł Harry
- John, skończ z tym - upomniała go Anne - Chłopaki własnie szykujemy...
Anne nie zdążyła dokończyć zdania kiedy Louis i Harry zaoferowali jej pomoc. Po przygotowaniu przekąsek całą rodzina usiadła w salonie i rozmawiała o wszystkich.
- Skończył się sok - powiedział Louis - zaraz przyniosę - dodał i wyszedł do kuchni
- Pójdę mu pomogę, bo może nie wiedzieć, w której szafce szukać. - odparł Harry
Louis wlewał sok do dzbanka w chwili, gdy poczuł ręce oplatające jego biodra i delikatne wargi całujące jego ramię. Silne ramiona pociągnęły go w swoją stronę i chłopak poczuł ciepłe ciało Harry'ego.
- Widzę, że znalazłeś sok. - wyszeptał do jego ucha głos chłopaka
- Tak, znalazłem- wyszeptał Lou
- Yhmmm... - ktoś za nimi głośno chrząknął. - Możecie łaskawie nie pieprzyć się w kuchni Anne pedałki. Zapewne macie dużo innych miejsc na spełnianie swoich gejowskich fantazji erotycznych. Weźcie się od siebie odklejcie, bo nie można na was patrzeć. Nie rozumiem dlaczego Anne i inni tolerują wasz "związek". Takich jak wy to na stos! - wykrzyczał John
- John skończ z tymi wyzwiskami. W ogóle po co tu przyszedłeś? - zapytał wyraźnie wkurzony Harry, cały czas kurczowo trzymając Louis'ego jakby w obawie, że mógłby go ktoś zabrać.
- Żeby sprawdzić czy się nie pieprzycie na ladzie - powiedział drwiąco John i wyszedł
- Hazz, on mnie naprawdę wkurza. Nie wytrzymuję z nim. Od początku naszej wizyty ewidentnie ma coś do naszego związku
Harry pocałował chłopaka po czym powiedział:
- Wytrzymaj godzinkę, a w nocy wszystko ci wynagrodzę - uśmiechnął się znacząco i wyszli z kuchni.
Resztę wieczoru wysłuchiwali nieprzyjemnych komentarzy ze strony John'a. Kiedy natomiast wrócili do domu Harry od razu zabrał się do wynagrodzenia Louis'emu wszystkich przykrości, które usłyszał.
* Dzień po wizycie w domu Harry'ego*
- Harry, chodź szybko! - zawołał przerażonym głosem Louis
- Co się stało kochanie? - przybiegł szybko Harry
- John zamieścił post na facebooku ewidentnie o nas. Słuchaj!
" W średniowieczu mężczyzn o popędach seksualnych skierowanych do innych mężczyzn zabijano lub spalano na stosie jak czarownice, aby się "to" rozszerzało. W tamtych czasach uważano gejostwo za chorobę mogącą prowadzić do epidemii" - to na pewno skierowane do nas. Wczoraj mówił coś o tym, że spaliłby nas na stosie.
- Lou, kochanie uspokój się. Wiesz jaki jest John. - powiedział ewidentnie wkurzony Harry - Idę do sklepu po bułki i kawę. Czy mój chłopak zechciałby mi towarzyszyć?
- Nie, muszę coś jeszcze zrobić. - odparł z dziwnym uśmiechem Lou
Harry wyszedł z domu, a gdy tylko zniknął za rogiem, Louis wziął kluczyki i postanowił dać "prezent" John'owi. Gdy dojechał na miejsce i stał przed drzwiami, myślał co powie John'owi. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Ooo.. Kogo moje oczy widzą. Otóż to mój jeden z rodzinnych pedałów. Czego chcesz? - zapytał z pogardą John
- Chcę z tobą porozmawiać. - odparł Louis ściskając coś w dłoni
- Jeśli musisz, wejdź. - powiedział John
- Co ma oznaczać twój post - zapytał Louis
- Ma oznaczać moją pogardę wobec gejostwa, a w szczególności pogardę do waszego "związku" - wykrzyczał John prosto w twarz Louis'ego
- Czemu co ci przeszkadza?
- Brzydzę się was. Najchętniej zabiłbym was! - krzyczał coraz głośniej John
- A jeśli mówimy o zabijaniu. - w tym momencie Louis wyciągnął z kieszeni spodni naładowany pistolet i wymierzył do w głowę John'a
- Nie zrobisz tego! - Wyśmiał Lois'ego
- Przykro mi, ale zrobię! - krzyknął i strzelił
* W tym samym momencie*
- Looouis! Już jestem. Chodź do kuchni zrobię nam śniadanie. Takie jak lubisz. - zawołał Harry zdejmując buty - Loooius!
Hazz wszedł do kuchni i zobaczył kartkę od Louis'ego:
" Wybacz mi kochanie dłużej tego nie wytrzymam tych przykrych epitetów i komentarzy. Robię to dla ciebie, pamiętaj, że jesteś i zawsze będziesz dla mnie całym światem. Kocham cię Hazz!
Namiętne buziaczki Louis "
- O nie, John! Lou co ty chcesz zrobić? - krzyknął i szybko sięgnął po kluczyki od drugiego samochodu, pojechał jak najszybciej do domu wujka.
Gdy dotarł na miejsce, wpadł do domu John'a i nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Louis klęczał nad zakrwawionym ciałem John'a, a w ręce trzymał pistolet.
- Lou, co ty zrobiłeś? - mówił przez łzy
- Harry, ja... ja chciałem mieć spokój. Chciałem żyć z tobą u swojego boku. Budząc się i nie przejmując się czy John nie dodał jakiegoś postu o nas.
- Ooo... Lou. - współczuł chłopakowi Harry - Nie wiedziałem, że tak się czujesz - powiedział Harry, ujął w dłonie twarz Louis'ego o zaczął desperacko całować
- Dzwoń na policję i uciekaj. - krzyknął Harry - I to już!
- Ale Harry...
- Nie dyskutuj, dzwoń i uciekaj!
- Dobrze, ale chodź ze mną - rzucił Louis
- Zaraz przyjdę, zatrę tylko ślady winy - odparł Harry ostatni raz całując Louis'ego
Louis wyszedł, a Harry wcale nie myślał o uciekaniu. Wytarł pistolet i wziął go do ręki. W oddali usłyszał dźwięk syreny policyjnej. Wiedział, że musiał zostać
- Kim pan jest? - spytał jeden z funkcjonariuszy - proszę natychmiast odejść od ciała
Harry odłożył pistolet i odsunął się od John'a. Spuścił głowę i wziął ręce do tyłu. Policjant skuł go w kajdanki i zaprowadził do radiowozu
- Halo Anne! Harry został aresztowany i to wszystko przeze mnie! - krzyczał zdesperowanym i roztrzęsionym głosem Louis
- Louis, Lou uspokój się i opowiedz mi wszystko od początku
- Miałem dość John'a ciągle mówił coś przeciwko naszemu związkowi i ten jego post, że gejów powinno się zabijać i tak dalej. Dzisiaj rano nie wytrzymałem, kupiłem pistolet i go zabiłem. Hazz kazał mi zadzwonić na policje i uciekać. Nie chciałem, ale on mnie zmusił. Anne czuję się fatalnie. Co mam zrobić? - szlochał do słuchawki telefonu
- Czekaj na mnie i Jay w waszym wspólnym domu. Zaraz tam będziemy. Jasne?
- Tak, czekam - odparł
* Około 45 minut później*
- Dobrze Louis rozumiemy twoje zachowanie - powiedziała Anne
- Lou, kochanie zrozum, że Harry zrobił to by cię bronić. On to zrobił z miłości do ciebie - dodała Jay
- Ale to i tak mnie nie usprawiedliwia. To ja powinienem być tam, to ja powinienem składać zeznania. To ja... - mówił zrozpaczony Louis - mamo, Anne ja muszę go zobaczyć, zapytać czemu to zrobił, po co?
- Dobrze Louis, zamówię taksówkę- - powiedziała zrezygnowana Jay
Po kilku godzinach czekania na pozwolenie odwiedzin. Lou mógł się spotkać z Harry'm i zadać mu wszystkie pytania, które go dręczyły
- Hazz, kochanie - krzyczał Lou biegnąc w stronę Harry'ego
Harry patrzył mu głęboko w oczy, a potem całowali się na oczach strażnika.
- Siadaj - powiedział Harry
- Harry powiesz mi czemu to zrobiłeś? - zapytał ze łzami w oczach Louis
- Bo cię kocham i nigdy nie pozwoliłbym ci być w więzieniu - odparł
- A jeśli ja mam tak samo? - spytał Lou
- Nie masz, bo ja cię kocham bardziej - odparł z uśmiechem Harry
- Nie, bo ja! - kłócił się Lou
- Ja!
- Hazz, wiesz do czego poprowadziła nasza ostatnia kłótnia na temat, który z nas kocha bardziej. Cóż wydaje mi się, ze przy strażniku tego nie zrobimy. - zaśmiał się chłopak
- A czemu nie? - spytał Harry z udawanym smutkiem
- Wstydzem siem! - odparł śmiesznym c\głosem Louis po czym zaczęli się śmiać.
Po dwóch tygodniach odbyła się rozprawa sądowa. Harry został uniewinniony pod pretekstem usilnej obrony swojej orientacji jak i swojej miłości. Lou i Harry nigdy więcej nikogo nie zabili, gdyż obiecali sobie, że nigdy więcej nie rozłączą się na tak długo.
___________________________________________
Hej! Oto moja druga próba zmontowania jakiegoś ludzkiego one shota. Moja współautorka bloga uważa iż jest on strasznie przesłodzony -.-, ale cóż... może się nie nadaje do tego... ale staram się xD. Czas mam xD, bo jak na razie grypa bostońska czy cuś mnie zaatakowało ;p.. gdyby nie wena już dawno byłby spam na blogu. Na końcu oczywiście nagięłam prawo Polskie i zagraniczne, ale... Mam nadzieję, że nie będzie się wam "słodycz wylewać uszami" po tym one shocie ;D.
Kisses ;**
Ejjj, ale to miał być 'komplement' :P że jest strasznie przesłodzony <3 B jest ;DDD I ten początek "-Harry -Tak, Kotku?" <333 I LOVE IT!! ;*** I się nadajesz do pisania, więc nie gadaj :PP Jak dla mnie twoje opowiadanie jest dużo lepsze od mojego, ogólnie fabuła ciekawsza i taka oryginalna ;)))
OdpowiedzUsuńPozdro Karolciu ;*** Zdrowiej szybko ;D I wiem że mogłam napisać ci to na fb albo do ciebie przyjść, ale jestem zbyt leniwa ;c Taka moja natura xD :***
Kłamiesz! Tsa.. tsaa... gadaj sobie gadaj ja wiem swoje, ty piszesz lepiej i wgl, a co do zdrówka to mi się przyda i tak jesteś leniem, ale fajnym leniem ;pp xD
UsuńJest słodko, ale dla mnie cudownie <33
OdpowiedzUsuń"Eh...widzisz mamo, przez ciebie się zaczerwienił" <-- to mnie rozwaliło, haha :)
Tak właśnie myślałam, że Lou będzie chciał zrobić porządek z tym okropnym wujkiem -,- nienawidzę takich osób..
Czekam na następny!
Pozdrawiam Rose
Miło mi, że ci się podoba, ale nie jestem pewna czy będzie następny. Postaram się dokończyć i skończyć opowiadanie "Shadow of truth", a potem się zobaczy czy coś jeszcze napiszę. Ja również pozdrawiam :D
Usuń